Świąteczne prezenty w szkole pod kontrolą?

24.12.2018
Opracowanie: Małgorzata Solińska

Jedna z brytyjskich tradycji polegająca na obdarowywaniu nauczycieli upominkami przed Bożym Narodzeniem zdaje się ostatnio wymykać spod kontroli. Niektóre ze szkół w Anglii wprowadziły górny limit na wartość kupowanych prezentów w wysokości 50 funtów, gdy okazało się, że część rodziców nie zna umiaru w tej kwestii. Dla części z nich kartka świąteczna czy nawet pudełko czekoladek to już za mało – obecnie popularne stały się vouchery do ekskluzywnych spa czy restauracji, biżuteria z inicjałami czy wykwintne alkohole.

gift_card.jpg [30.06 KB]

Szkoły sugerują, że wystarczy „dziękuję”

Po tym jak jedna ze szkół w Walii poprosiła rodziców i opiekunów o to, by nie kupowali nauczycielom prezentów, część rodziców odetchnęła z ulgą, skreślając wychowawców swych pociech z listy osób, dla których trzeba zakupić podarunek przed świętami. Wydaje się, że odgórne zarządzenie wydane na poziomie dyrekcji szkoły jest dobrym pomysłem na ograniczenie presji, która narasta wśród dorosłych, ale udziela się również dzieciom. Może to działać także w drugą stronę - nacisk na uczniów ze strony rówieśników jest znaczący, często to pod wpływem opowieści przynoszonych przez pociechy ze szkoły niektórzy rodzice decydują się dołączyć do kosztownego trendu.

Także prezenty składkowe oburzają niektórych swoim kosztem. O ile wysokość „zrzutki” nie jest dobrowolna, może ona odchudzić nasz portfel o kolejne dziesiątki funtów, zwłaszcza jeśli mamy więcej pociech w wieku szkolnym. W związku z tym, kampanię na temat tego, że podziękowanie wystarczy, prowadzą na przykład szkocka grupa wsparcia dla rodziców Connect, nauczycielskie związki zawodowe EIS i Grupa Przeciwko Zubożeniu Dzieci.

Spirala prezentowa

Nauczyciele również ponoszą koszta tego, ze zostali obdarowani. Każdy podarunek zobowiązuje do wzajemności, a już na pewno do indywidualnej kartki z podziękowaniami. Niektórzy przygotowują drobne upominki dla wszystkich swoich uczniów bez względu na to, co sami od nich otrzymali, tak, by dzieci nie czuły się dyskryminowane. W każdym przypadku jednak wyjście w ostatnich latach poza tradycyjną kartę z podziękowaniami w okresie przedświątecznym nakręca ciąg wydarzeń, który zdaje się nie mieć końca. Dla tych rodziców, którzy nie mogą się zdecydować, co będzie właściwym rozwiązaniem, kartka z dłuższym indywidualnym przesłaniem na pewno będzie dobrym pomysłem.

Zgodnie z tym nowym trendem, choć pewnie będą postrzegani jako nieuprzejmi, niektórzy nauczyciele odmawiają przyjęcia kosztownych podarunków. Inni sugerują podzielenie ich losowo między cały personel szkoły. Dyrekcje niektórych szkół zamiast podarunków zachęcają też do wsparcia przez rodziców lokalnych organizacji charytatywnych lub banków żywnościowych.

Projekt „Stop prezentom”

Kate McLaughlan, nauczycielka w Port Glasgow przygotowała w listopadzie list do rodziców, w którym przyznała, że otrzymana w poprzednim roku rzeczy przytłoczyły ją dosłownie i w przenośni. W związku z tym w obecnym poprosiła o udział w innym rozwiązaniu, oczywiście dobrowolnie. Aby zmniejszyć presję na zakup prezentu zaproponowała ona anonimową donację w kopercie w wysokości, jaką rodzice uznają za stosowną. Projekt, który podciągnięty został pod nauczanie społecznej odpowiedzialności, wszystkie zebrane fundusze przekaże ostatecznie do banku żywnościowego Inverclyde. Ograniczenie czy wprowadzenie kontroli nad prezentami w szkole zwraca uwagę na jeszcze jeden fakt. Pracownicy szkół, mimo że zatrudnieni przez samorządy nie mają obowiązku zgłaszać czy rejestrować otrzymanych rzeczy, co dla wielu przeczy zasadzie przejrzystości finansów w sferze publicznej.