Przelewy do Polski 4.8500 0.00% 

Przelewy do Wielkiej Brytanii 4.9890 0.08% 

Przelewy do Polski 4.8500 0.00% 

Przelewy do Wielkiej Brytanii 4.9890 0.08% 

50 lat wojny archeologów z detektorystami

Chodzenie po polach i lasach z detektorami metalu to hobby coraz bardziej popularne w Polsce. W Wielkiej Brytanii te amatorskie poszukiwania mają dłuższą tradycję i bogatą już literaturę. Jednakże przy pierwszych porównaniach widać, że w Polsce od razu pojawiła się ta sama kontrowersja co wcześniej na wyspach: spór między detektorystami i archeologami. W UK wojna między tymi dwoma środowiskami trwa już ponad pół wieku i stąd warto prześledzić jej główne etapy.

Pierwsi poszukiwacze posługujący się wykrywaczami metalu pojawili się zaraz po wojnie, sprzęt pochodził z wojskowego demobilu. Było ich jeszcze niewielu i dopiero kiedy 60. i 70., kiedy pojawił lepsze i tańsze modele wykrywaczy, hobby te zyskało na popularności.

Rosnąca liczba detektorystów szybko naraziła się archeologiom, którzy zaczęli zarzucać amatorom rujnowanie wykopaliskowych stanowisk, zabieranie artefaktów, które trafiały do antykwariuszy, a nawet były wywożone za granicę.

Podłoże konfliktu

Źródłem problemu są rozbieżne cele jednych i drugich. Dla archeologów priorytetem jest informacja na temat przeszłości. Przedmiot jest ważny, ale tylko razem ze swoim archeologicznym kontekstem – relację z całą strukturą stanowiska, jego warstwami i innymi znaleziskami. Dla detektorystów liczy się głównie sam artefakt, który oddzielają od większości danych, które są cenne dla archeologa.

Kiedy liczba detektorystów zaczęła szybko wzrastać, narastała także wrogość ze strony archeologów. Z tego kręgu wypływały propozycje różnych prawnych restrykcji dotyczących wykrywania i sprzedaży artefaktów. Te spotkały się ze zdecydowanym oporem detektorystów, którzy sami zaczęli się organizować. Kulminacją konfliktu była kampania wszczęta w 1979 r. przez organizację Council for British Archaeology, z poparciem szeregu innych organizacji. Kampania przyjęła nazwę STOP, skrót od Stop Taking Our Past!, czyli „zatrzymać zabieranie naszej przeszłości”. Celem kampanii było zwrócenie uwagi opinii publicznej na szkody wyrządzane dla dziedzictwa w następstwie nieuregulowanego procederu penetrowania terenu przez amatorów uzbrojonych w wykrywacze metalu, a w końcu żądanie zdelegalizowanie procederu detekcji metalu w terenie.

DIG contra STOP!

W odpowiedzi detektoryści wszczęli kontrkampanię o nazwie DIG (Detector Information Group). Jak widać tę nazwę – dig, znaczy kopać – przyjęto chyba specjalnie, aby dokuczyć archeologom. DIG lobbowało na rzecz zastopowania jakichkolwiek restrykcji w poszukiwaniach i miało poparcie ze strony producentów i sprzedawców sprzętu.

Obie strony rozpoczęły brudną wojną, wzajemnie obrzucały się błotem. Archeolodzy starali się oczernić detektorystów przyrównując ich do przestępców, którzy bezmyślnie rozkopują cenne stanowiska i dla osobistego zysku wyprzedają artefakty narodowego dziedzictwo prywatnym kolekcjonerom. Natomiast detektoryści odmalowywali środowisko archeologów jako wyniosły establishment zamknięty w swej wieży z kości słoniowej, który chciałby mieć monopol na badanie przeszłości, choć sami są w stanie odkryć tylko ułamek tego, co mogą detektoryści.

Porażka archeologów

Rezultatem było zerwanie stosunków między coraz bardziej spolaryzowanymi stronami. Nawet odpowiedzialni detektoryści, którzy przedtem zgłaszali znaleziska w lokalnych muzeach i prowadzili rzetelne rejestry, teraz zerwali współpracę. Wielu archeologów nie chciało mieć nic do czynienia z detektorystami, odmawiali oględzin ich znalezisk ani czynienia czegokolwiek co mogłoby być uznane za aprobatę i legitymizowanie ich działań.

W końcu DIG pokonał STOP!, a następstwa tego zwycięstwa są odczuwalne do dziś. Ze wszystkich zachodnioeuropejskich krajów Wielka Brytania ma najbardziej liberalne regulacje dotyczące poszukiwań z wykrywaczami metalu ze wszystkich zachodnioeuropejskich krajów. W większości przypadków wystarczy jedynie pozwolenie właściciela gruntu i to, co w UK jest zupełnie legalne, w innych krajach uznane byłoby za grabież.

Nighthawkers – archeologiczni kłusownicy

Okres wrogości tylko pogorszył sytuację, destruktywna detekcja nasiliła się. Ogromne ilości artefaktów odpłynęły do prywatnych kolekcji niewidziane oczami archeologów. Mnożyły się nielegalne penetracje najcenniejszych stanowisk. Takie kłusownictwo nazywane jest to po angielsku nighthawking, a ludzie nighthawkers.

Szczególnie częste ataki nighthawkersów notowane są w północnej Anglii, na linii Wału Hadriana. Tam od drugiego wieku naszej ery przebiegała północna rubież zachodniej cywilizacji; strzegły jej rzymskie obozy, po których pozostało mnóstwo starożytnych artefaktów, w tym monety, którymi wypłacono żołd legionistom. Natomiast najgłośniejszym przypadkiem rabunku starożytnych artefaktów stało stanowisko w Wanborough, nazwany przez specjalistów z British Museum „najbardziej smutną historią w dziejach brytyjskiej archeologii”. Wanborough to wioska koło Guildford , a więc prawie na przedmieściach Londynu.

Grabież w Wanborough

W 1983 r. detektoryści znaleźli koło Wanborough kilka złotych i srebrnych monet, które zgłosili do miejscowego muzeum. Jednakże wieść o znalezisku się rozniosła i w następnych dniach, a ściślej nocach, teren rozkopywało już kilkadziesiąt osób z detektorami metalu. Stanowisko okazało się niezwykle „wydajne” w artefakty. Liczbę zrabowanych przedmiotów szacuje się na od 9 do 20 tysięcy. Były tam nie tylko rzymskie monety, ale jeszcze starsze – celtyckie. Łupem złodziei miało paść nawet kosztowne berło oraz diadem. Rynkowa wartość zrabowanych rzeczy oszacowano na dwa miliony funtów. Do British Museum trafiła tylko mała cześć znaleziska, niecały tysiąc monet.

Niezdrowa atmosfera między naukowcami i amatorami nie mogła trwać bez końca. Wreszcie w jednym i w drugim środowisku przeważyły umiarkowane siły. Większość detektorystów wolało działać legalnie, a wśród archeologów też dojrzało przekonanie, że skoro amatorów nie da się przegonić z terenu, to należy stworzyć jakieś ramy współpracy.

Portable Antiquity Scheme, czyli kompromis

Owocem negocjacji była nowa ustawa o znaleziska Treasure Act 1996 (szczegóły na końcu tego tekstu) oraz instytucja o nazwie Portable Antiquity Scheme (PAS), która ma kanalizować we właściwym kierunku amatorskie poszukiwania. W każdym hrabstwie, w urzędzie lub w lokalnym muzeum, utworzono w 1997 r. stanowiska urzędnika łącznikowego (Finds Liaison Officers), któremu znalazcy zgłaszają swoje znaleziska, on je rejestruje, decyduje co dalej oraz doradza znalazcom. Instytucja to ciągle się rozwija.

PAS doprowadził do osłabienia napięcia między naukowcami i detektorystami, pojawiła się współpraca. Niemniej jednak podskórna nieufność ciągle istnieje. Detektoryści czują, że archeolodzy gdyby mogli, to doprowadzili by do zaostrzenia prawa. Z kolei archeolodzy podejrzewają, że wielu detektorystów tę wymuszoną współpracę traktuje jako przykrywkę do faktycznego rabunku artefaktów. Instytucja PAS jedynie się przyczynia do ograniczenia szkód, na zasadzie mniejszego zła.

Definicja skarbu

Ustawa Treasure Act 1996 nakazuje znalazcom przedmiotów, które mogą być skarbem, do zgłoszenia ich miejscowemu koronerowi w ciągu 14 dni. Koroner przeprowadza zbadanie znaleziska, czy jest ono skarbem. Jeśli jest, wtedy znalazca musi zgłosić znalezisko do muzeum w celu sprzedaży po cenie ustalonej przez niezależną komisję (Treasure Valuation Committee). Jeśli muzeum nie będzie zainteresowane skarbem, wtedy znalazca może je zatrzymać. Znalazca musi oczywiście podzielić się nagrodą ze sprzedaży z właścicielem gruntu wg wcześniej ustalonej stawki. Jeśli wszedł na teren bez zezwolenia nie należy mu się nic. Za niezgłoszenie skarbu do koronera grozi pozbawienie wolności do trzech miesięcy i grzywna w nieograniczonej wysokości.

Według definicji ustawy skarbem (treasure) jest:

  • Wszystkie monety (co najmniej dwie) z tego samego znaleziska, jeśli mają co najmniej 300 lat. Jeśli monety zawierają mniej niż 10% złota lub srebra, musi być ich co najmniej 10.
  • Każdy metalowy przedmiot, który ma więcej niż 300 lat i zawiera co najmniej 10% masy złota lub srebra.
  • Dwa lub więcej metalowych obiektów o dowolnym składzie jeśli pochodzą z czasów prehistorycznych.
  • Każdy przedmiot, bez względu na to, z czego jest zrobiony, znajdujący się w tym samym miejscu, co skarb.
  • Przedmioty, które mają mniej niż 300 lat, wykonane w znacznej mierze ze złota lub srebra, ale zostały ukryte w celu odzyskania i których właściciele (lub ich spadkobiercy) są nieznani.

 

Opracowanie: Marian Skwara, England.pl, 30.01.2018

 

 

 

 

 Aktualności 

Orientacyjny kurs dla transakcji
powyżej 10 000 GBP

Do Polski4.9000 

Do W. Brytanii4.9490 

Negocjacje możliwe już
od 2000 GBP


Kontakt do Dealera