Przelewy do Polski 4.6500 -0.43% 

Przelewy do Wielkiej Brytanii 4.7880 -0.44% 

Przelewy do Polski 4.6500 -0.43% 

Przelewy do Wielkiej Brytanii 4.7880 -0.44% 

"Brexit znaczy Brexit", ale właściwie co znaczy?

The Guardian, największy z „poważnych” dzienników brytyjskich, od początku był przeciwny opuszczaniu Unii Europejskiej i do dziś pozostaje najostrzejszym krytykiem Brexitu. W tekście z 16 października redakcja podsumowała swoje stanowisko. Oto streszczenie tego artykułu uzupełnione o opinie z innych artykułów tego samego dziennika.

Kiedy Theresa May stanęła na czele rządu w 2016 r., wydawała się wiedzieć czym ma być Brexit. W przemówieniach i wywiadach wyjaśniała, że Brexit to zgodnie wynikiem referendum rozstanie się z Unią Europejską, przejęcie kontroli na granicami państwa, wyjście z instytucji europejskich łącznie z trybunałem sprawiedliwości, zyskanie swobody w handlu światowym, a jednocześnie oczywiście pozostanie dobrym sąsiadem krajów europejskich. Kierując się do brytyjskiej opinii publicznej May podkreślała, że głównym przesłaniem referendum była kontrola imigracji, co wprawdzie może się wiązać z ekonomicznymi zawirowaniami po drodze, ale ona jako przywódca państwa jest w stanie przekonać naród, że gra jest warta świeczki.

„Nowe miejsce UK w świecie” będzie na peryferiach

Obecnie ta strategia wygląda na mocno przebrzmiałą. Jej część jest już w strzępach, a inne elementy zostały postawione na głowie. Problemem Theresy May i jej rządu jest to - napisał The Guardian - że „fantazja 2016 roku coraz bardziej i częściej zderza się z twardymi realiami 2017 roku”. A realia są takie, że skutki Brexitu na zatrudnienie, poziom życia i gospodarkę okazują się dużo bardziej poważnie i bardziej zasadnicze niż się ona spodziewała w pierwszych miesiącach swego premierowania. Teza o „globalnej Brytanii” okazała się mrzonką upichconą przez obsesyjnie antyeuropejskich torysów. „Nowe miejsce UK w świecie” będzie mieściło się na peryferiach świata. Rzeczywistością jest, że po Brexicie stosunku UK z Unią, jej jednolitym rynkiem i unią celna, nadal będą miały najwyższą wagę w jej polityce. Rzeczywistością jest, że Theresa May straciła autorytet w następstwie czerwcowych wyborów i opinia publiczna nie ma już zaufania do promowanej przez nią przed rokiem wizji Brexitu.

Są oznaki, że wiele z tego już dotarło do świadomości Theresy May i kanclerza Philipa Hammonda, i że wyprzedzają oni w ten sposób część swej partii. Pośpiesznie ustalone spotkania premier May z przewodniczącym Komisji Europejskiej oraz jego głównym negocjatorem w Brukseli są przedstawiane jako ostatnia próba zmuszenia Brukseli do zmiany swej sztywnej postawy i ruszenia z miejsca zahamowanego procesu negocjacyjnego. Ostatnie spotkanie nie przyniosło przełomu w rozmowach. Jednakże to tylko część problemu.

Czarne chmury na horyzoncie

W najbardziej bezpośrednim sensie rozmowy utknęły z powodu pieniędzy. Wielu obserwatorów oczekuje, że tak będzie nadal. Nie to jednak jest głównym problemem, choć prawe skrzydło torysów i antyunijna prasa może czynić wrzawę wokół tego. Patrząc szerzej intensywne zabiegi dyplomatyczne p. May mogą mieć sens jedynie jako rozszerzenie przesłania z jej wrześniowego przemówienia we Florencji, w którym ostrożnie zasugerowała ustanowienie okresu przejściowego, a później bardziej zintegrowanego systemu wzajemnych stosunków ze wspólnym rynkiem i unią celną niż wcześniej była skłonna przyznać, szczególnie na tle tej części jej partii, która chciałaby całkowitego zerwania z Unią.

Główne powody, dla których p. May potrzebuje ściślejszego, niż wcześniej przewidywała, porozumienia z UE leżą w sferze gospodarki. Pojawienie się inflacji, najwyższej od pięciu lat, dowodzi, że na gospodarczym horyzoncie pokazały się chmury. Realne płace spadają i będą nadal spadać. Zadłużenie wewnętrzne rośnie, przychody z podatków maleją, co ma poważne następstwa dla budżetu. Znalezienie się poza wspólnym rynkiem będzie oznaczało powrót taryf handlowych, które niechybnie przyniosą wzrost cen. Według obliczeń placówki badawczej Resolution Foundation będzie to kosztować gospodarstwa domowe średnio £260 rocznie.

Brexit coraz mniej pociągający

Twierdzenie Davida Davisa, brytyjskiego negocjatora z Brukselą, że nie będzie tak źle, ponieważ w projektowaniu przyszłości należy przewidzieć korzyści z odzyskanych możliwości w zakresie wolnego handlu, The Guardian skomentował następująco: „byłyby śmieszne, gdyby nie były tragiczne”.

Wielka Brytania nie jest jeszcze w momencie – pisze na zakończenie dziennik The Guardian – aby rezygnacja z Brexitu była politycznie do przeprowadzenia. Jednakże wydarzenia mogą stopniowo popychać kraj w tym kierunku. Wielu z tych, którzy zagłosowali za wyjściem nadal wierzą, jak p. May kiedyś wierzyła, że warto ponieść pewne ekonomiczne straty za odzyskanie suwerenności. Jednakże teraz Theresa May i Philip Hammond nie kryją wątpliwości, i słusznie. Opinia publiczna może się ewoluować przeciwko Brexitowi, choć nie na tyle, aby można się na tym oprzeć.

Wszystko zależy od tego, czy Theresa May jest zdolna poprowadzić Wielką Brytanie do „możliwie bliskich stosunków gospodarczych” z UE, tak jak to zaleca OECD, czyli coś podobnego do modelu Norwegii. Jeśli nie będzie zdolna tego dokonać, lub nie będzie chciała, wtedy czeka ją podobny los jak Davida Camerona.

 

Opracowanie: Marian Skwara, England.pl, 24.10.2017

 

 

 

 

Aktualności 

Orientacyjny kurs dla transakcji
powyżej 10 000 GBP

Do Polski4.7099 

Do W. Brytanii4.7388 

Negocjacje możliwe już
od 2000 GBP


Kontakt do Dealera