Przelewy do Polski 4.6700 -0.43% 

Przelewy do Wielkiej Brytanii 4.8090 -0.33% 

Przelewy do Polski 4.6700 -0.43% 

Przelewy do Wielkiej Brytanii 4.8090 -0.33% 

Zamach w Manchesterze i europejska "poprawność polityczna"

W poniedziałek (22.05.) w hali Manchester Arena doszło do ataku terrorystycznego. 22 osoby nie żyją a 64 są ranne. Niestety wśród ofiar śmiertelnych są również dzieci. Zamachowiec-samobójca zdetonował bombę podczas koncertu amerykańskiej wokalistki Ariany Grande, na który przyszli m.in. rodzice z dziećmi. Zginęło także polskie małżeństwo, rodzice dwóch dziewczynek, które też były na koncercie. Terrorysta był muzułmaninem pochodzenia libańskiego, związanym z radykalnym islamem. Według wstępnych ustaleń do zamachu został przygotowany przez ISIS podczas pobyty w Syrii.

Atak podczas koncertu dla dzieci i młodzieży

W miniony poniedziałek w hali Manchester Arena odbył się koncert amerykańskiej piosenkarki Ariany Grande. Jej fani to w dużej mierze dzieci i młodzież, dlatego też widownię zajął tłum złożony głównie z najmłodszych oraz ich rodziców i opiekunów. Gdy na końcu występu doszło do eksplozji, hala była wypełniona ponad tysiącem ludzi. Zginęły 22 osoby, 64 zostały ranne. Wśród ofiar śmiertelnych są niestety także dzieci. Jest to najtragiczniejszy w skutkach akt terrorystyczny w UK od lipca 2005, kiedy podczas ataku w londyńskim metrze zginęło 56 osób, a 800 zostało rannych.

Policja potwierdziła, że sprawcą ataku był 22-letni Salman Abedi. Terrorysta-samobójca wysadził się w powietrze będąc w samym centrum publiczności. Użył do tego umieszczonej na sobie, domowej konstrukcji bomby, nafaszerowanej gwoździami i ostrymi przedmiotami. Tak samo jak w wypadku zamachu w Londynie z marca br., zamachowiec był wcześniej znany brytyjskim służbom bezpieczeństwa. Niestety również tym razem, mimo zakwalifikowania go do grona zwolenników radykalnego islamu, związanego z lokalnym meczetem w Manchesterze (meczet Didsbury), został on uznany za niegroźnego, w związku z czym nie prowadzono obserwacji jego działań.

Śledztwo i kolejni aresztowani

Zamachowiec, Salman Abedi, był brytyjskim obywatelem pochodzącym z Libii. Urodził sie w Manchesterze w 1995 r. Oboje rodzice są Libijczykami. Wychowywał sie w dzielnicy Whalley Range, która w niedalekiej przeszłości zasłynęła już ze związków z ISIS, kiedy w 2015 r. dwie muzułmanki z lokalnej szkoły średniej (Zahra i Salma Halane) uciekły do Syrii aby dołączyć do szeregów państwa islamskiego. Z wstępnych ustaleń wynika, że w okresie dwóch ostatnich lat Abedi znacznie częściej podróżował do Libii, pod pretekstem odwiedzenia rodziny. Stamtąd prawdopodobnie przedostawał się do Syrii, gdzie był trenowany i przygotowywany przez ISIS do przeprowadzenia ataku.

Z informacji uzyskanych od świadków, przesłuchanych już przez policję, wynika że w ciągu kilku ostatnich tygodni zamachowiec zaczął się ostentacyjnie zachowywać. Chodząc po okolicy głośno wyśpiewywał po arabsku islamską modlitwę (początek kalmy) "There is only one God and the prophet Mohammed is his messenger". Coraz częściej widziany był w tradycyjnym muzułmańskim stroju - czarnej Dżalabiji, a na kominie domu, w którym mieszkał zaczął wywieszać libijską flagę.

Abedi był wcześniej blisko związany z lokalnym meczetem. Jego ojciec sprawował tam funkcje ceremonialne i prowadził niektóre obrzędy, natomiast zamachowiec wraz z bratem asystowali przy obchodach jako wolontariusze. Zarządzający meczetem, pytani po zamachu o Libijczyka, udzielali sprzecznych informacji. Część z nich mówiła, że nie znają go i nigdy nie widzieli go w swojej świątyni. Natomiast imam poinformował, że znał dobrze zamachowca, który wcześniej przychodził regularnie na modlitwy, ale wg niego od dłuższego czasu nie pojawiał sie już w przybytku.

Ze względu na sympatyzowanie z radykalnym islamem dużo wcześniej był już znany służbom bezpieczeństwa, ale nie uznano go wówczas za poważne zagrożenie. Na podstawie wstępnych ustaleń policja sugeruje, że terrorysta prawdopodobnie nie działał sam i mógł być częścią większej grupy muzułmańskich ekstremistów w UK. Aresztowano kolejnych 6 osób podejrzewanych o współudział w ataku.

ISIS świętuje masakrę a "zachodnie media" mówią o incydencie...

Po dokonaniu zamachu, w mediach kontrolowanych przez państwo islamskie zapanowała euforia. ISIS opublikowało oświadczenie, w którym z dumą informuje, że ich wojownik, z pomocą Allaha, wykonał zadanie i zdetonował ładunek pośród krzyżowców. Chwalą się tym, że bomba rzekomo zabiła 30 krzyżowców i raniła 70 i zapowiadają kolejne, jeszcze dotkliwsze ataki.

W swoim oświadczeniu ISIS nie wspomina jednak już o tym, że cześć zabitych i rannych stanowią dzieci, a wśród śmiertelnych ofiar wybuchu jest także 8-letnia dziewczynka. Nie piszą również o tym, że celem ich zamachu był koncert piosenkarki, której fanami są przede wszystkim dzieci i młodzież...

Fragmenty oryginalnego komunikatu ISIS:

"With Allah's grace and support, a soldier of the Khilafah managed to place explosive devices in the midst of the gatherings of the crusaders in the British City of Manchester. (...) This was in revenge of Allah’s religion, in an endeavour to terrorise the mushrikin, and in response to their transgressions against the lands of the Muslims. (...) Explosive devices were detonated in the shameless concert arena, resulting in 30 (sic) crusaders being killed and 70 others being wounded. (...) And what comes next will be more severe on the worshippers of the Cross and their allies, by Allah's permission. And all praise is due to Allah, Lord of creation."

Natomiast zaskakująca jest reakcja części mediów, w tym również brytyjskich, na ten brutalny atak. W tragicznych okolicznościach, które jasno pokazują fatalne konsekwencje fanatyzmu islamskiego, niektóre środki przekazu próbują przyjąć usilną postawę poprawności politycznej. Np. dziennikarka lewicowego dziennika "The Guardian" wskazuje, aby przesadnie nie demonizować zagrożenia terroryzmem, bo "szansa na śmierć z ręki terrorysty jest jedna na 3,6 miliona"...

Wybielanie zbrodni w imię poprawności politycznej

political correctness

Mimo tego krwawego aktu, wymierzonego tym razem przede wszystkim w dzieci, w dużej części mediów jest on zaskakująco nazywany "incydentem w Manchesterze". Odwołując się do podstawowej logiki: widząc frazę "incydent w Manchesterze" odbiorca pomyśli faktycznie o incydencie. Czyli o wypadku takim jak np. samochód bez zaciągniętego hamulca ręcznego, który poturbował grupę przechodniów, a nie o brutalnym ataku terrorystycznym, w wyniku którego zostało zabitych bądź rannych blisko 90 osób. Ataku starannie przygotowanym wcześniej przez islamskich fanatyków.

Zresztą podobna frazeologia "białych rękawiczek" była używana też w odniesieniu do marcowego aktu terroru, dokonanego przez muzułmańskiego terrorystę w Londynie. W wielu środkach przekazu określony został mianem "ataku szaleńca". Mer Londynu, Sadiq Khan, w swoim wystąpieniu po zamachu na Westminster Bridge, nie wspomniał nawet jednym słowem o "wojującym islamie", za to wskazywał na fakt, że Londyn jest stolicą, więc należy liczyć się z tym, że takie "incydenty" będą się co jakiś czas powtarzały...

Na włodarza brytyjskiej stolicy spłynęła także fala krytyki po wybuchu bomby podczas poniedziałkowego koncertu. W swoim przemówieniu długo i podniośle mówił o tym, że Londyn jednoczy się w bólu z Manchesterem, natomiast ani słowem nie potępił ISIS, które przecież w tym czasie hucznie świętowało masakrę i już groziło Londynowi kolejnymi atakami.

Podobną wypaczoną poprawność polityczną zarzucono merowi Manchesteru. W swoim wystąpieniu zdobył się jedynie na informację o zamachu "ekstremisty". Trudno powiedzieć jakiego ekstremisty, bo żadne bliższe określenie już nie padło. Mer ani słowem nie wspomniał o tym, że mordercą motywował islamski fanatyzm. Z jego wypowiedzi można wywnioskować raczej, że był to atak niezależnego ekstremisty-ateisty, który tylko nienawidził europejskie dzieci.

Oczywiście nie powinno używać się określenia "europejskie dzieci", bo to też może być stereotyp rasowy.

Policja przeprasza wyznawców islamu za rasowe stereotypy

Na kolejne przejawy silenia się na sztuczną poprawność polityczną ostro zareagowała m.in. dziennikarka Miranda Devine, na łamach australijskiego "Daily Telegraph". Skrytykowała zarówno politykę Wielkiej Brytanii wobec islamistów, nazywając ją „świadomym lekceważeniem zagrożenia”, jak i próby wybielania faktów przez część mediów - zwłaszcza tych lewicowych.

Publicystka stwierdziła: "Słabością są nieustanne próby łagodzenia konfliktów i nasza ugodowość. To ironiczne, że zaledwie dwa tygodnie temu policja w Manchesterze była zmuszona przepraszać za 'rasowe stereotypy' po przeprowadzeniu ćwiczeń z zamachem bombowym, gdzie udawany terrorysta krzyczał 'Allahu Akbar'".

Devine zaznacza następnie: "To wręcz obsceniczne i niemoralne lekceważyć terroryzm islamski, kiedy giną nasze dzieci, kiedy terroryzuje się całe miasta. (...) Zabijają nasze dzieci z premedytacją. Celowo napychają swoje bomby gwoździami (...)Islamski terroryzm zakończył życie ośmiolatki, która przyszła na koncert amerykańskiej wokalistki Ariany Grande. Pomimo wysiłków, nie możemy uchronić naszych najmłodszych."

Australijska dziennikarka zwróciła także uwagę na fakt, że na skutek takiej polityki Europa coraz bardziej jest postrzegana jako niebezpieczne miejsce. Wyjazd służbowy czy wycieczka do któregoś z dużych miast naszego kontynentu jest w coraz większym stopniu obarczona realnym ryzykiem. Podróż do Paryża, Londynu czy Brukseli wiąże się z zagrożeniem sukcesywnie przeprowadzanych tam ataków terrorystycznych.

 

Opracowanie: Kajetan Soliński, England.pl, 27.05.2017

 

 

 

 

Aktualności 

Orientacyjny kurs dla transakcji
powyżej 10 000 GBP

Do Polski4.7200 

Do W. Brytanii4.7690 

Negocjacje możliwe już
od 2000 GBP


Kontakt do Dealera