Przelewy do Polski 4.8500 0.00% 

Przelewy do Wielkiej Brytanii 4.9890 0.08% 

Przelewy do Polski 4.8500 0.00% 

Przelewy do Wielkiej Brytanii 4.9890 0.08% 

Drugie referendum w Szkocji - Londyn jednak się zgadza?

Na linii Londyn-Edynburg poważne tarcia w tej kwestii były już od dłuższego czasu. Brytyjski rząd na początku starał się obłaskawić Szkocję, później zaczął traktować ją jak partnera trzeciej kategorii. Mieszkańców północnego regionu Zjednoczonego Królestwa do rozgoryczenia doprowadził fakt bycia ignorowanym w tak ważnej sprawie jak decyzja o opuszczeniu UE. W związku z tym, bardzo szybko pojawiła się idea przeprowadzenia drugiego referendum niepodległościowego. Na Downing Street już na wstępie odnoszono się krytycznie do tego pomysłu, dyskwalifikując go przede wszystkim ze względów formalnych. Szkoci jednak liczą, że z biegiem czasu upór, być może, przyniesie skutek. W ostatnim oświadczeniu Londyn poinformował że nie będzie blokował tej inicjatywy.

Dlaczego zgoda Anglii jest tak istotna?

Anglia i Szkocja w 1707 roku zawarły unię, na mocy której utworzono Wielką Brytanię, a Edynburg w wielu kwestiach podporządkował się władzy w Londynie. W konsekwencji tego m.in.: Angielska królowa formalnie słała sie także królową Szkotów, przestał istnieć szkocki parlament, a decyzje legislacyjne zaczęły zapadać nad Tamizą. Zmieniło się to nieco od 1998 roku, kiedy Highlandom przyznano częściową autonomię. Powstał ponownie parlament i rząd w Edynburgu, które mogą podejmować niezależne decyzje w części lokalnych kwestii związanych m.in. z służbą zdrowia, policją i częścią służb mundurowych, wymiarem sprawiedliwości i edukacją. Natomiast większość kluczowych zagadnień, takich jak np.: polityka zagraniczna, armia i działania wojskowe, krajowa infrastruktura drogowa i komunikacyjna itd. pozostają w wyłącznej gestii rządu na Downing Street. Bez zgody Anglii także żadne lokalne referendum nie ma mocy wiążącej. Ostatnie głosowanie, z 2014 roku, w sprawie odłączenia od Zjednoczonego Królestwa, zostało przeprowadzone po wcześniejszym zawarciu przez ówczesnego premiera Szkocji Alexa Salmonda i premiera Davida Camerona tzw. Porozumienia Edynburskiego. Zgodnie z jego zapisami rząd Wielkiej Brytanii wyraził zgodę na przeprowadzenie referendum niepodległościowego i - co najistotniejsze - zobowiązał się do uznania jego wyników za prawomocne.

Bez zawarcia nowej umowy na linii Londyn-Edynburg, nadającej moc prawną kolejnemu głosowaniu, z formalnego punktu widzenia działania autonomicznego rządu nie mają większego znaczenia.

Nicola Sturgeon podaje termin drugiego referendum

W ostatnim wystąpieniu premier Sturgeon oficjalnie zapowiedziała: referendum zostanie przeprowadzone, a jej kraj wchodzi na drogę uniezależnienia się od Wielkiej Brytanii. Szkocja nie akceptuje decyzji o opuszczeniu struktur unijnych i w tej sprawie nie ma zamiaru już iść na żadne kompromisy z Londynem. Jest gotowa wystąpić z unii z Anglią za cenę pozostania we Wspólnocie Europejskiej. Zgodnie z zapowiedzią szefowej rządu w Edynburgu, nowe referendum zostanie przeprowadzone w okresie między końcem 2018 r. a połową 2019 r. Podany termin związany jest przede wszystkim z założeniem aby zdążyć odłączyć się od Zjednoczonego Królestwa zanim "będzie za późno", czyli przed zakończeniem procesu Brexitu.

Z jednej strony, pamiętając o determinacji północnego regionu UK do pozostania w Unii Europejskiej, pośpiech i chęć przeprowadzenia tych działań przed upływem okresu 2 lat (wyznaczonego w Traktacie Lizbońskim) są zrozumiałe. Z drugiej jednak strony, gdyby faktycznie doszło do powstania niepodległej Szkocji, to kraj ten musiałby i tak od początku, na nowych zasadach, starać sie o członkowstwo w UE.

Dziwna pseudo-zgoda Londynu

Po wystąpieniu Szkockiej premier, w którym oficjalnie zapowiedziała przeprowadzenie kolejnego referendum niepodległościowego, głos zabrał rzecznik rady ministrów na Downing Street. W opublikowanej odpowiedzi informuje, że w opinii brytyjskiego rządu, wbrew przekonaniu Nicoli Sturgeon, mieszkańcy północnego rejonu Wyspy wcale nie chcą następnego referendum. Jednak, mimo tego, rząd nie zamierza blokować inicjatywy Edynburga.

Póki co powyższą deklarację należy uważać za oficjalne stanowisko Londynu. Theresa May nie odniosła się jeszcze osobiście do tej kwestii. W czasie, kiedy w Edynburgu złożone zostało oświadczenie dotyczące procesu odłączania się Szkocji, przebywała na Malcie na spotkaniu z premierami krajów członkowskich UE.

Rozmowy Londyn-Edynburg czyli przysłowiowa "angielska dyskusja"

Niezależnie od stanowczych zapewnień o dążeniach do niepodległości, Nicola Sturgeon doskonale zdaje sobie sprawie, że tylko i wyłącznie od decyzji Londynu zależy czy referendum będzie miało z prawnego punktu widzenia jakąkolwiek moc wiążącą. Samo oświadczenie że "rząd nie zamierza blokować tej inicjatywy" absolutnie nie ma żadnego przełożenia na formalne znaczenie przyszłego głosowania. Ponad półroczna ożywiona wymiana zdań pomiędzy Anglią a Szkocją nosi znamiona typowej, przysłowiowej "angielskiej dyskusji". Obie strony wymieniają się argumentami, co rusz publikowane są nowe oświadczenia i kolejne stanowiska. Sprawa niemal cały czas znajduje sie na pierwszych stronach gazet. Natomiast, w gruncie rzeczy, oprócz medialnej wrzawy i podgrzewania atmosfery kolejnymi wystąpieniami, od samego początku nic się nie zmieniło.

Londyn już ponad pół roku temu zapowiedział, że uważa za obowiązujące wyniki referendum niepodległościowego z 2014 roku i w ciągu najbliższej dekady nie widzi możliwości ani potrzeby zawarcia porozumienia dotyczącego rozpisania kolejnego. Do chwili obecnej postawa rządu nad Tamizą nie uległa zmianie. Z prawnego punktu widzenia stanowisko to jest niepodważalne. Żaden z krajów wchodzących w skład brytyjskiej korony nie może samodzielnie podjąć decyzji o zerwaniu unii z Anglią. Jeżeli Szkocja w tych okolicznościach przeprowadzi u siebie kolejne referendum, to będzie ono w gruncie rzeczy wyłącznie bardzo drogim sondażem. Informacje te potwierdziła zresztą pierwsza minister w Edynburgu, zaznaczyła jednak, że liczy na to że Theresa May będzie miała na tyle taktu, aby respektować decyzję podjętą przez jej parlament.

 

Opracowanie: Kajetan Soliński, England.pl, 18.03.2017

 

 

 

 

 Aktualności 

Orientacyjny kurs dla transakcji
powyżej 10 000 GBP

Do Polski4.9000 

Do W. Brytanii4.9490 

Negocjacje możliwe już
od 2000 GBP


Kontakt do Dealera