Przelewy do Polski 4.6900 -0.64% 

Przelewy do Wielkiej Brytanii 4.8290 -1.15% 

Przelewy do Polski 4.6900 -0.64% 

Przelewy do Wielkiej Brytanii 4.8290 -1.15% 

Szkoci szykują się na batalię. Nie straszna im przewaga Londynu

Szkoci, jak niejednokrotnie udowadniali już od czasów średniowiecza począwszy, nie lubią poddawać się bez walki. Mimo że od strony formalnej można założyć, że obecnie nie mają żadnej możliwości odłączenia się od Zjednoczonego Królestwa, to jednak batalia trwa nadal.

Brytyjska premier poinformowała jednoznacznie, że nie widzi w najbliższych latach możliwości rozpisania kolejnego referendum w sprawie niepodległości. Z porozumienia dotyczącego unii Edynburga z brytyjską koroną wynika jasno, że bez zgody Londynu głosowanie takie nie ma żadnej mocy wiążącej. Szkoci znaleźli jednak rozwiązanie i na ten problem.

Przygotowania do referendum idą pełną parą

Zgodnie z zapowiedzianym wcześniej planem, Nicola Sturgeon uruchomiła już program konsultacji społecznych dotyczących omawianego projektu. Jednym z głównych celów tego działania ma być swoiste badanie opinii publicznej, dla oszacowania poparcia na jakie można będzie liczyć w momencie kiedy dojdzie do rzeczywistego głosowania w sprawie odłączenia od Zjednoczonego Królestwa. Drugą, równie istotną funkcją jest prezentacja punktu widzenia rządu w Edynburgu. Szkocka premier chce w ten sposób zaprezentować swoje racje, umożliwić przedyskutowanie ich z zainteresowanymi i przekonać do poparcia projektu jak największą ilości mieszkańców Highlandów.

Wywiązując się z deklaracji złożonej 3 tygodnie temu, na zjeździe Szkockiej Partii Narodowej (SNP), w parlamencie na Holyrod zgłoszony został już także projekt ustawy kolejnego referendum. W czasie kilku najbliższych miesięcy, które będą poświęcone pracom nad projektem, mają zostać również uwzględnione opinie szkockiego społeczeństwa, które będzie miało możliwość zgłaszania swoich uwag do omawianej ustawy. Surgeon, zaznaczając otwartość i kosmopolityczną postawę swojego kraju, podkreśliła że do wnoszenia swoich komentarzy do najnowszej inicjatywy legislacyjnej będą mieli, na równych prawach, zarówno Szkoci jak i zamieszkujący Szkocję przedstawiciele wszystkich innych narodowości.

Londyn uważa że to starta czasu

Stanowisko na Downing Street pozostaje nieugięte. Na początku bieżącego miesiąca premier Theresa May poinformowała, że przed zakończeniem całej procedury Brexitu (co będzie prawdopodobnie trwało ponad 2 lata) nie ma takiej możliwości. Zaznaczyła że w głosowaniu nad opuszczeniem Unii Europejskiej uczestniczyło wspólnie całe Zjednoczone Królestwo i dlatego cały kraj solidarnie wystąpi ze struktur UE. Dodała również, że przy ustaleniach towarzyszących referendum w sprawie niepodległości Szkocji, które odbyło się w 2014 roku, określono że kolejna taka inicjatywa może zostać przeprowadzona dopiero przy następnej zmianie pokoleniowej na Highlandach. Jej zdaniem obecne pokolenie wypowiedziało się już w tej kwestii 2 lata temu i decyzja ta jest wiążąca. Natomiast kluczowym argumentem, na którym swoje stanowisko opiera May, jest fakt, że zgodnie z Ustawą Zasadniczą, do przeprowadzenie tego typu referendum niezbędna jest zgoda brytyjskiego rządu. Bez aprobaty Londynu działania tego typu mogą być traktowane najwyżej jako, dosyć kosztowny, sondaż opinii publicznej.

Konstytucja stanowi jasno – Szkocja nie ma racji

Z formalno-prawnego punktu widzenia stanowisko Theresy May jest niepodważalne. Żaden z krajów wchodzących w skład brytyjskiej korony nie może samodzielnie i na własną rękę podejmować decyzji o zerwaniu unii z Anglią. Patrząc na to z tej perspektywy obecny plan Szkocji jest zupełnie pozbawiony racji bytu.

Edynburg ma w pełni świadomość tego, że racja leży po stronie brytyjskiego rządu. Bez uzyskania zgody Downing Street ich inicjatywy niepodległościowe nie będą miały żadnej mocy wiążącej. Jednak na przestrzeni ponad tysiącletniej historii angielsko-szkockiej, górale z Highlandów już niejednokrotnie znajdowali się na straconej pozycji w obliczu przewagi wroga i dlatego już dawno temu nauczyli się używać w walce broni własnego przeciwnika. W XIII wieku, podczas wojny o niepodległość Szkocji, skutecznie wykorzystywali przeciwko siłom angielskim ich własne mechanizmy, wypracowane wcześniej w celu skutecznego kontrolowania i zwalczania tendencji separatystycznych. Mimo że od średniowiecza minęło dużo czasu, wszystko wskazuje na to że Szkoci zachowali tę umiejętność, z biegiem czasu miecz zamieniając na narzędzia skuteczniejsze w XXI wieku.

Szkocki fortel: kto mieczem wojuje ten od miecza ginie

Mimo braku formalnej legitymacji dla niepodległościowego pomysłu Szkocji, politolodzy zwracają uwagę na potężną broń, którą postanowił posłużyć się rząd Nicoli Sturgeon. Wyjątkowo misternie przygotowywane okoliczności towarzyszące projektowi najnowszej ustawy nie bez powodu w tak dużym, wyjątkowym stopniu uwzględniać mają bieżące uwagi opinii publicznej. Dodatkowo cały proces ma się odbywać na tle szeroko zakrojonych konsultacji społecznych. Działania te mają być niepodważalnym fundamentem, który będzie dowodem na to, że rezultat kolejnego referendum jest efektem, krok po kroku wypracowanym wspólnie przez mieszkańców całego kraju. Oczywiście, pamiętać należy, że nawet gdy wynik planowanego głosowania pokaże że większość mieszkańców chce odłączenia od Zjednoczonego Królestwa, nie ma ono żadnej mocy.

I to właśnie w tym momencie rząd na Holyrod chce się posłużyć własną bronią Anglików. Theresa May, ogłaszając tzw. „twardy Brexit” jasno zaznaczyła, że mimo że charakter czerwcowego referendum nie jest zobowiązujący dla rządu, to wszelkie spekulacje zakładające pozostanie w UE są błędne. Podkreśliła, że mimo braku formalnego obowiązku wdrażania w życie decyzji podjętej w głosowaniu, wola wyrażona przez Brytyjczyków jest najważniejsza i niepodważalna i jej realizacja jest priorytetem demokratycznego brytyjskiego rządu. Czy w podobnych okolicznościach, kiedy wynik niewiążącego referendum, pokazałby że większość społeczeństwa Szkocji opowiedziała się za niepodległością, ten same demokratyczne władze nad Tamizą zlekceważą tym razem wolę społeczeństwa?

O ile faktycznie dojdzie do takiej konfrontacji na linii Edynburg-Londyn, to niewykluczone jest, że to obecnie lekceważone przez Westminster działanie, okaże się jednym z najistotniejszych kroków na drodze do niepodległości Szkocji.

 

Opracowanie: Kajetan Soliński, England.pl, 31.10.2016

 

 

 

 

Aktualności 

Orientacyjny kurs dla transakcji
powyżej 10 000 GBP

Do Polski4.7350 

Do W. Brytanii4.7850 

Negocjacje możliwe już
od 2000 GBP


Kontakt do Dealera