Przelewy do Polski 4.6500 -0.43% 

Przelewy do Wielkiej Brytanii 4.7880 -0.44% 

Przelewy do Polski 4.6500 -0.43% 

Przelewy do Wielkiej Brytanii 4.7880 -0.44% 

Wykup mieszkań socjalnych – druga strona medalu

W ubiegłym roku w Szkocji weszła w życie ustawa, która likwiduje uprawnienie mieszkańców domów komunalnych do wykupu zajmowanych mieszkań na własność na uprzywilejowanych warunkach. To samo nastąpi niebawem w Walii, gdzie w krajowym parlamencie rozpoczęła się właśnie procedura uchwalenia podobnego prawa. W Anglii tego samego domagają się lokalne samorządy i jest prawdopodobne, że po pewnym czasie również angielscy lokatorzy mogą stracić opcję zostania właścicielami najmowanych lokali.

Kwestie polityki mieszkaniowej są z reguły dość skomplikowane, trudne w ocenie i niezbyt wdzięczne do opisu, choć dotyczą żywotnych interesów większości obywateli. Rzeczony zwrot w zakresie mieszkań komunalnych jest jednak wart przedstawienia, ponieważ stanowi jakby podsumowanie prawie czterdziestoletnich doświadczeń pewnej praktyki. Rzecz już obrosła obszerną literaturą. Najbardziej wyczerpującej analizy dokonali Colin Jones i Alan Murie autorzy wydanej w 2006 r. książce Right to buy, w której przedstawiają narodziny, rozwój i następstwa programu Right-to-buy. Uderzające jest tutaj, jak różna jest obecna ocena tego programu od tej, jak był prezentowany w chwili narodzin, a potem przez długie lata jego realizacji.

„Upowszechnianie własności” - piękne hasło

Powszechne uprawnienie do wykupu mieszkań komunalnych przez ich najemców ze znaczącym upustem zostało wprowadzone w 1980 r. ustawą Housing Act. Był to sztandarowy program pierwszych lat rządu Margaret Thatcher, zawarty jeszcze w programie konserwatystów przed wyborami w 1979 r. Upowszechnianie własności wśród obywateli należało wtedy do głównych haseł rządowej propagandy. Programowi Right-to-buy, co znaczy prawo kupna, poświęcano tyle samo miejsca co ochronie zdrowia i oświacie. Kto pamięta tamte czasy, ten łatwo skojarzy, że pani premier uwielbiała się fotografować razem z uszczęśliwionymi, świeżo upieczonymi właścicielami mieszkań – zwykle modelową rodziną z dwojgiem dzieci - na progu ich domu lub przy stole w jadalni.

Margaret Thatcher
z lewej strony Margaret Thatcher, premier Wielkiej Brytanii w latach 1979–1990

Według Housing Act 1980 prawo wykupu lokatorzy nabywali po trzech latach najmu, wtedy mogli dostać 33% upustu względem ceny rynkowej, a po 20 latach upust zwiększał się do 50%. Na spłatę całej pozostałej kwoty nabywcy dostawali kredyt hipoteczny. Po nieśmiałych początkach później w latach 80. sprzedaż w samej Anglii utrzymywała się na poziomie około 170 tys. rocznie. Pieniądze ze sprzedaży mieszkań jedynie w jednej trzeciej pozostawały u nominalnych właścicieli, to jest władz lokalnych, a dwie trzecie do skarbu państwa.

Powojenny boom budownictwa socjalnego

W latach 90 popyt wyhamował ze względu na bezrobocie i kryzys, a rząd Tony'ego Blaira ograniczył wielkość upustu dla nabywców do kwoty £ 25.000. Konserwatywny rząd Davida Camerona postanowił wrócić do thacherowskiej recepty na popularność i 2012 r. zwiększył limity upustu do £77,900, a w Londynie do £103,900. To zwiększyło liczbę sprzedanych mieszkań z kilku tysięcy w 2012 r. do kilkunastu w 2014. Ostatnio rząd zapowiedział rozszerzenie programu Rigt-to-buy także na lokatorów w zasobach Housing Associations, które mają status podobny do naszych spółdzielni mieszkaniowych, co oznacza 1,3 mln nowych uprawnionych do tej opcji.

Wykup mieszkań socjalnych przez ich lokatorów nie był oczywiście thatcherowskim wynalazkiem. Praktykowano to na małą skalę jeszcze w okresie międzywojennym i kontynuowane nieco szerzej po wojnie od lat 50. Mieszkań przybywało, ponieważ w okresie powojennym labourzystowskie rządy – a także niezależnie od rządu labourzystowskie władze lokalne - podjęły szeroki program budownictwa socjalnego. Na początku lat 70. niektóre lokalne samorządy wykupywały z rąk prywatnych całe ulice z obskurną wiktoriańską zabudową i zamieniały na nowoczesne domy dla najmniej zarabiających. Wtedy to po raz pierwszy w historii został w zasadzie zlikwidowany w Wielkiej Brytanii głód mieszkaniowy. W następstwie kraj ten się charakteryzował niezwykle wysokim udziałem mieszkań komunalnych, jedna trzecia zasobów.

Udawany egalitaryzm

Konserwatyści w 1980 r. przyszli, można rzec, „na gotowe”, jak to określili autorzy wspomnianej książki. Mogli politycznie zdyskontować owoce poprzednich ekip, mieli czym handlować. Od 1980 do dziś w sumie około dwu milionów mieszkań przeszło w ręce prywatne. „Prawo kupna”, a w jego konsekwencji „upowszechnianie własności” jest nadal reklamowane jako wielkie osiągnięcie polityki państwa. Ma to być dla obywateli „dobra inwestycja”, która „daje poczucie bezpieczeństwa”, stanowi „awans społeczny” i nabywcy „mogą coś zostawić dzieciom”.

Nie wszyscy podzielają takie rozumienie całego programu. Od samego początku nie brakował krytyków, nie tylko poszczególnych elementów, ale w ogóle sensowności całego programu. Po co budować mieszkania dla niezamożnych, aby potem je sprzedawać tym, których na to stać? Faktycznie badania statystyczne wykazały, że nabywcami byli zamożniejsi lokatorzy, ci co mieli stałą pracę, w rodzinie pracowały dwie osoby, w dobrym zdrowiu, małodzietni. Z ofert w bliźniakach, szeregowcach i blokach, najlepiej sprzedawały się mieszkania w tych pierwszych, a najgorzej w tych ostatnich. Program nie przyczynił się więc do zmniejszania różnic społecznych, raczej na odwrót. Dziennik The Guardian nazwał to „udawanym egalitaryzmem”.

Topnienie zasobów komunalnych

Jeśli mieszkania komunalne wykupują zamożniejsi, to znaczy, że zostają w nich ci ubożsi, ci którym się nie powiodło w życiu, wykolejeni, chorzy. Przynosi to „gettoizację” zasobów komunalnych, stają się one synonimem biedy i patologii społecznej. Poza tym okazuje się, że sprzedane mieszkania są nierzadko wynajmowane na prywatnym rynku, albo pewnym czasie sprzedawane po cenie rynkowej, a więc o wiele wyższej niż je nabyto. A przecież nie o to chodziło w programie Right-to-buy.

Najostrzejsza krytyka przeszła ze strony lokalnych samorządów. Po pierwsze lwia część dochodów ze sprzedaży szła do centralnego skarbu państwa. Zdaniem lokalnych działaczy cały dochód powinien zostawać na miejscu i być przeznaczony na rozwój budownictwa komunalnego. Nie byłoby to problemem, gdyby spowodowane ubytki w zasobach komunalnych były od razu uzupełniane nowym budownictwem finansowanym z budżetu państwa. Takie były założenia, ale to o początku kulało, a w ostatnich roku na pięć sprzedanych mieszkań komunalnych zbudowano tylko jedno. Według danych organizacji zrzeszającej 370 lokalnych samorządów w Anglii i Walii (Local Governement Association,LGA) w roku budżetowym 2014-15 sprzedano 12.246 mieszkań komunalnych, a zbudowano jedynie 2.055. W rezultacie udział mieszkań komunalnych w ogólnych zasobach spadł z 31% do 17%.

Samorządy domagają się reformy

Według LGA program Rhigt-to-buy przyniósł katastrofalne skutki, jest coraz mniej mieszkań dla najbardziej potrzebujących, wydłużają się kolejki i czas oczekiwania. Obecnie na listach oczekujących znajduje się 1,4 mln osób. Gospodarując mniejszą liczbą mieszkań mają mniejsze dochody z czynszów i stąd są zmuszone do podwyżki czynszów. Gdyby nie program Rigt-to-buy – napisali Colin Jones i Alan Murie – lokalne władze miałyby do dyspozycji dużą nadwyżkę i nie musiałyby podwyższać czynszów. Główną motywacją tego programu były i pozostają względy wyborcze oraz zamiar doraźnego zwiększenie dochodów budżetu państwa. Działacze samorządowi w Anglii domagają się od centralnego rządu zaniechania tej populistycznej polityki i głębokiej reformy w zakresie budownictwa socjalnego.

 

Opracowanie: Marian Skwara, England.pl, 26.10.2017

 

 

 

 

Aktualności 

Orientacyjny kurs dla transakcji
powyżej 10 000 GBP

Do Polski4.7108 

Do W. Brytanii4.7397 

Negocjacje możliwe już
od 2000 GBP


Kontakt do Dealera