Przelewy do Polski 5.0400 0.00% 

Przelewy do Wielkiej Brytanii 5.1590 0.00% 

Przelewy do Polski 5.0400 0.00% 

Przelewy do Wielkiej Brytanii 5.1590 0.00% 

Brexit przed sądem: kto ma prawo uruchomić artykuł 50 Traktatu Europejskiego?

foto: dailymail.co.uk

Grupa zwolenników pozostania Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej złożyła pozew w londyńskim sądzie, w którym kwestionuje prawo rządu do uruchomienia procedury wychodzenia z UE bez zgody Parlamentu. Sprawa wzbudza dość duże zainteresowanie, ponieważ dotyka podstaw ustrojowych Zjednoczonego Królestwa i niezależnie od wyroku będzie później komentowana w podręcznikach prawa konstytucyjnego.

Główną twarzą zbiorowego pozwu jest Gina Miller, manager i współzałożycielka funduszu inwestycyjnego SCM Private, jednocześnie znana jako działaczka filantropijna oraz bojowniczka o wysokie standardy etyczne w biznesie. Pozostali powodowie to między innymi organizacja społeczna The People's Challenge, a także grupa „ekspatów”, tj. Brytyjczyków mieszkających w dziesięciu krajach UE.

Najlepsi prawnicy

Powodów reprezentują adwokaci z czterech najbardziej znanych firm prawniczych: Mishcon de Reya, Edwin Coe, Bindamans i Croft Solicitors. Tu warto podkreślić, że sami adwokaci mogą być żywotnie zainteresowani samą sprawą, ponieważ środowisko prawnicze jest w zdecydowanej większości przeciwne Brexitowi. Firmy te już naraziły się na krytykę; internetowy magazyn o nazwie Spiked zorganizował demonstrację przed siedzibą Mishcon de Reya. Jego wydawca, Tom Slater, powiedział, że ta „prawnicza firma powinna się wstydzić działań na rzecz obalenia demokratycznego wyboru”.

Zespołowi strony rządowej przed sądem dowodzi prokurator generalny (attorney general) Jeremy Wright. Według niego sprawa nie zasługuje na rozpatrywanie przez sąd, ponieważ w tej kwestii nie istnieją żadne wątpliwości. Referendum zostało przeprowadzone zgodnie z parlamentarną ustawą (The European Union Referendum Act 2015), wyborcy wyrazili swoją wolę i obowiązkiem rządu jest tę wolę wypełnić. „Nie może być prób pozostania w UE, ani powrotu do niej tylnymi drzwiami, ani drugiego referendum” - powiedział prokurator generalny. Inny prawnik z jego zespołu dodał: „Większość obywateli tego kraju, zarówno zwolenników wyjścia, jak i pozostania, byłoby jednak oburzonych gdyby mała grupa ludzi mogła pójść do sądu i obalić decyzję podjętą przez 33 miliony ludzi”.

"Referendum ma tylko konsultacyjne znaczenie"

Gina Miller odpiera ten zarzut mówiąc, że nie chodzi im o obalenie referendum, ale o to, czy w tak niesłychanie doniosłej sprawie, która będzie miała zasadnicze znaczenia dla przyszłości Zjednoczonego Królestwa, rząd nie może działać bez upoważnienia Parlamentu. Według prawników strony wnoszącej pozew w tej kwestii referendum może mieć „jedynie konsultacyjne” znaczenie, coś w rodzaju sondażu opinii społecznej. Brytyjczycy stali się obywatelami Unii na podstawie aktu Parlamentu z 1972 r. (European Communities Act 1972). Stąd tylko Parlament może ich pozbawić tego obywatelstwa, a nie rząd swoją samowolną decyzją – dowodzi Gina Miller.

Wiadomo, że większość posłów do Izby Gmin - 56% konserwatystów i 73% labourzystów – jest za pozostaniem Zjednoczonego Królestwa w UE. Jednakże przywódcy głównych partii opowiedzieli się za uszanowaniem „woli ludu”, a poza tym jest wątpliwe, aby sami posłowie ważąc swoje szanse na reelekcję w następnych wyborach, zdecydowaliby się na głosowanie przeciw Brexitowi.

Elastyczna konstytucja

Artykuł 50 Traktatu Europejskiego nie określa szczegółowo wewnętrznych, krajowych procedur zgłaszania woli opuszczenia Unii stwierdzając jedynie, że każde państwo członkowskie może to uczynić „zgodnie ze swoimi konstytucyjnymi wymogami”. W wypadku Zjednoczonego Królestwa sprawa nie jest zbyt jednoznaczna, co daje pole do przeciwstawnych interpretacji. Państwo to, choć posłużyło za światowy wzór dla demokracji parlamentarnej, samo nie posiada formalnej ustawy konstytucyjnej, tak jak Stany Zjednoczone lub Polska.

Ustrój UK jest wynikiem powolnej, trwającej stulecia ewolucji i opiera się na zbiorze powstałych w różnych epokach praw, zwyczajach i sądowych rozstrzygnięciach. Jest to więc konstytucja nieformalna, a jednocześnie żywa i nieustannie ewoluująca. Stąd orzecznictwo sądowe ma w Wielkiej Brytanii także wpływ na ewolucję ustroju politycznego. Takie właśnie ma mieć znaczenie rozstrzygnięcie w omawianej sprawie. Profesor Jeff King z University College London powiedział, że to „będzie jedna z najważniejszych rozpraw mających znaczenie dla konstytucyjnego prawa, jakie kiedykolwiek się odbyły”.

"Średniowieczny przywilej"

Parlament ma centralne znaczenie w brytyjskim systemie politycznym od czasu przyjęcia Deklaracji Praw (Bill of Rights) w 1689 r. w następstwie „chwalebnej rewolucji” (glorious revolution) tj. wygnania króla Jakuba II rok wcześniej. To znaczy, że tylko Parlament ma prawo uchwalać i obalać prawo. Jest jednak pewne odstępstwo zwane „przywilejem królewskim” (royal prerogative). Ten przywilej z czasem się stał uprawnieniem rządu. Jest on definiowany dość paradoksalnie jako „koncepcja notorycznie trudna do właściwego zdefiniowania”. W praktyce chodzi tu o pewną autonomię władzy wykonawczej w sprawach polityki zagranicznej, obrony i bezpieczeństwa narodowego.

Gina Miller i jej prawnicy twierdzą, że rząd nie może się powoływać na „średniowieczny przywilej”, aby samodzielnie decydować w tak fundamentalnej sprawie jak przynależność Zjednoczonego Królestwa do europejskiej wspólnoty. Londyński sąd pierwszej instancji, tj. High Court, przesłuchiwał strony w dniach od 13 do 18 października.

Potem Sąd Najwyższy, a później może … ESS w Luksemburgu

Później sprawa zapewne trafi do Sądu Najwyższego (Supreme Court). Odbędzie się to w przyśpieszonej procedurze ze względu na pilność sprawy, tak aby ostateczne rozstrzygnięcie mogło zapaść w tym roku, to jest przed marcem przyszłego roku. W tym miesiącu ma nastąpić, według zapowiedzi Theresy May, wystąpienie rządu do UE w trybie art. 50.

Byłoby ironią historii, gdyby sprawa ostatecznie trafiła do Europejskiego Sądu Sprawiedliwości w Luksemburgu i ten unijny sąd miał rozstrzygnąć co to właśnie znaczy, że art. 50 jest uruchamiany „zgodnie z konstytucyjnymi wymogami” danego kraju.

Na końcu należy dodać, że jak dotąd w brytyjskim orzecznictwie nieliczne były przypadki, kiedy prywatnym osobom udawało się drogą sądową obalić decyzję państwowe. Nie więcej jak w 1 do 2% spraw.

 

Opracowanie: Marian Skwara, England.pl, 20.10.2016

 

 

 

 

Aktualności 

Orientacyjny kurs dla transakcji
powyżej 10 000 GBP

Do Polski5.0750 

Do W. Brytanii5.1150 

Negocjacje możliwe już
od 2000 GBP


Kontakt do Dealera