Przelewy do Polski 5.2000 1.36% 

Przelewy do Wielkiej Brytanii 5.3250 1.06% 

Przelewy do Polski 5.2000 1.36% 

Przelewy do Wielkiej Brytanii 5.3250 1.06% 

Czy Wielka Brytania faktycznie wystąpi z UE?

Po upłynięciu pierwszych tygodni od daty referendum, jeszcze niedawno stanowcze i jednoznaczne deklaracje, zarówno zwolenników opcji „Leave” jak i „Remain”, zdecydowanie złagodniały. Poza marginesem dyskusji można pozostawić już populistyczne obietnice propagatorów wystąpienia z UE, gdyż sami ich twórcy, po ogłoszeniu wyniku głosowania przyznali, że spora część z nich jest niewykonalna. Natomiast coraz bardziej asekuracyjne i pozbawione konkretnych, jasnych informacji wypowiedzi brytyjskich polityków, rodzą pytanie: kiedy i czy faktycznie dojdzie do Brexitu?

Brexit czy Regrexit?

Tak, jak sygnalizowaliśmy już wcześniej, wg brytyjskiej konstytucji rząd nie jest zobowiązany do wdrożenia w życie decyzji wyrażonej poprzez referendum. Do chwili obecnej pomiędzy Londynem a Brukselą nie zostały podpisane żadne oficjalne porozumienia wszczynające procedurę opuszczenia struktur unijnych przez Zjednoczone Królestwo. Zgodnie z „literą prawa” prezes rady ministrów, niezależnie od woli społeczeństwa przekazanej w referendum, w tym wypadku ma możliwość samodzielnego i suwerennego podjęcia decyzji.

24 czerwca, po ogłoszeniu oficjalnych wyników, ówczesny premier David Cameron zapowiedział, że ustąpi ze swojego stanowiska, a do czasu powołania następcy nie będzie wszczynał formalnej procedury wystąpienia Wielkiej Brytanii z UE. Mimo że deklaracja ta została przyjęta ze zrozumieniem, a jej oczywiste uzasadnienie – porażka kampanii „Remain”, którą prowadził, nie wzbudzało wątpliwości, to jednak nie zmienia faktu, że również Cameron, posługując się tym zapewne aby pokazać powagę sytuacji, gwarantował, że w razie zwycięstwa opcji „Leave”, od razu zacznie wprowadzać w życie zapisy Artykułu 50.

Artykuł 50 i jego obosieczne ostrze

Artykuł 50 Traktatu Lizbońskiego określa procedurę wystąpienia państwa członkowskiego ze struktur Unii Europejskiej. Zapis ten stanowi jasno – tylko i wyłącznie od kraju opuszczającego Wspólnotę zależy kiedy formalnie zainicjuje proces negocjacji, który rozpoczyna się od wystosowania notyfikacji do Rady Europy, informującej o decyzji kraju zrzeszonego. Następnie negocjacje mogą trwać maksymalnie dwa lata. Jeśli w tym czasie się nie zakończą, to po 24 miesiącach członkostwo i tak automatycznie wygasa, chyba że na warunkowe przedłużenie rozmów jednomyślnie zgodzi się Rada Europejska. Tego procesu nie można już zatrzymać.

Do chwili obecnej Wielka Brytania nie wykonała żadnego formalnego kroku na drodze powyższej procedury i jak długo będzie wstrzymywała się z tym ruchem zależy wyłącznie od niej. A po obecnych posunięciach można wnioskować, że Londynowi, mówiąc kolokwialnie, zbytnio się nie śpieszy. Natomiast odwrotnością tej sytuacji jest stanowisko Unii, która jak najszybciej chciałaby rozpocząć ten proces. W Brukseli został już mianowany koordynator prac dyplomatycznych związanych z Brexitem (Didier Seeuws) i opracowywany jest zestaw rekomendacji dla Rady Europejskiej dotyczących celów negocjacji.

Potencjalni (nie)wykonawcy Brexitu

Po zapowiedzi Camerona, dotyczącej ustąpienia ze stanowiska premiera, wewnątrz Partii Konserwatywnej rozgorzała polityczna bitwa o fotel szefa rady ministrów. Typowany początkowo jako faworyt, Boris Johnson, przywódca głośnego rozłamu w obozie ówczesnego rezydenta Downing Street i tym samym główna twarz obozu „Leave”, ku zaskoczeniu swoich zwolenników, sam wycofał się z walki, mówiąc, że nie podejmie się wyprowadzenia Wielkiej Brytanii ze struktur UE.

Na placu boju pozostali wówczas: Theresa May – minister spraw wewnętrznych w rządzie Camerona, popierająca obóz „Remain” oraz Michael Gove – minister sprawiedliwości, który razem z Johnsonem prowadził kampanię eurosceptyków.

Theresa May, która ostatecznie wygrała ten pojedynek, w minioną środę (13.07.) została powołana na stanowisko premiera. Tymczasem już w wywiadzie udzielonym tuż po ogłoszeniu wyników głosowania deklarowała, że mimo iż popierała pozostanie UK w Unii, to skoro Brexit został jednak przegłosowany, to należy uszanować wolę narodu. Obecnie jej stanowisko „nieco złagodniało”, w jednym ze swoich ostatnich komunikatów poinformowała, że na pewno nie podejmie decyzji o wystąpienie z UE w tym roku. Zaznaczyła również, że przygotowywanie strategii negocjacyjnej Londynu może być długim procesem, natomiast po objęciu urzędu w pierwszej kolejności zamierza zająć się istotniejszą kwestią, którą wg niej są obawy Brytyjczyków dotyczące imigracji, mające też duży wpływ na wynik referendum.

Co ciekawe, Michael Gove, jeszcze zanim ostatecznie został rozstrzygnięty bój o fotel brytyjskiego premiera, również zapowiedział, że w jego opinii rozpoczęcie procedury wynikającej z Artykułu 50 nie będzie już możliwe w bieżącym roku. Swoje stanowisko tłumaczył podobnie jak May, informując, że przed przystąpieniem do formalnych negocjacji, będzie trzeba przeprowadzić bardzo dużo czasochłonnych, nieformalnych ustaleń z Brukselą.

Referendum zostanie zignorowane?

Czyżby tak podobne wypowiedzi polityków partii rządzącej, reprezentujących jeszcze do samego dnia głosowania tak odmienne stanowiska, miały wskazywać na to, że społeczeństwo brytyjskie, małymi krokami, jest przygotowywane do faktu, że wynik referendum zostanie zignorowany? Odpowiedzi na to pytanie możemy nie uzyskać jeszcze bardzo długo. Zgodnie z przytaczanymi powyżej zapisami Artykułu 50, o ile Londyn sam nie zacznie omawianej procedury, to może przeciągać obecną sytuację, tak długo, jak sam uzna to za stosowne.

 

Opracowanie: Małgorzata Solińska, England.pl, 15.07.2016

 

 

 

 

Aktualności 

Orientacyjny kurs dla transakcji
powyżej 10 000 GBP

Do Polski5.2400 

Do W. Brytanii5.2790 

Negocjacje możliwe już
od 2000 GBP


Kontakt do Dealera