Przelewy do Polski 5.2600 0.00% 

Przelewy do Wielkiej Brytanii 5.3950 -0.07% 

Przelewy do Polski 5.2600 0.00% 

Przelewy do Wielkiej Brytanii 5.3950 -0.07% 

Raport Chilcota – interwencja w Iraku była błędem

John Chilcot

Kiedy przed ponad 10 laty David Cameron wybił się na przywódcę Partii Konserwatywnej, przyrównywano go czasem do Tony'ego Blaira z początków kariery tego ostatniego. Młody, dynamiczny, przebojowy, nowa nadzieja dla partii i kraju. Wydarzenia ostatnich dni – wynik referendum i opublikowanie Raportu Chilcota – uwydatniły jeszcze jedno podobieństwo. Jeden i drugi zostaną głównie zapamiętani jako szefowie rządów, którzy w swoim czasie podjęli decyzje, które okazały się fatalne nie tylko dla ich ojczyzny.

W 2009 r. premier Gordon Brown zarządził sporządzenie raportu na temat udziału Wielkiej Brytanii w amerykańskiej interwencji w Iraku w latach 2003 – 2009. Podyktowane to było ostrymi kontrowersjami politycznymi na temat skutków tej akcji. Było oczywiste, że nie po to zamierzano usunąć Saddama Husajna, aby wywołać destabilizację i chaos trwający w całym regionie do dziś. Tylko w pierwszym tygodniu lipca br., na kilka dni przed ogłoszeniem raportu, w zamach terrorystycznych w Bagdadzie zginęło ponad dwieście osób. Obecna fala uchodźców i zamachy terrorystyczne w Europie również są uważane za pokłosie interwencji w 2003 r.

Dlaczego poszło nie tak

Sir John Chilcot, emerytowany dyplomata, został przewodniczącym komitetu, którego zadaniem było sporządzenie raportu. Celem przedsięwzięcia było zbadanie jak doszło do decyzji wsparcia atlantyckiego sojusznika, jaki był przebieg działań wojskowych i jakie skutki one przyniosły, wreszcie jaka stąd wynika lekcja na przyszłość. W trakcie prac wynikły liczne kontrowersje, głównie w kwestii, co może zostać ujawnione, a co nie ze względów na bezpieczeństwo narodowe oraz relacje z amerykańskim sojusznikiem. W dniu 6 lipca br., prawie dokładnie po siedmiu latach od decyzji rządu, raport został opublikowany jako The Iraq Inquiry. Liczy on 2,6 mln słów, co zabiera około 9 godzin czytania. Na szczęście poprzedza go streszczenie, które liczy „tylko” 53 tys. słów na 144 stronach.

Nie było zagrożenia

Konkluzje raportu są druzgocące dla Tony Blaira. Wielka Brytania, podobnie jak Stany Zjednoczone oparły się wadliwych danych wywiadu dla usprawiedliwienia agresji, reżim Saddama Husajna nie posiadał broni masowego rażenia i nie stwarzał żadnego bezpośredniego zagrożenie dla brytyjskich interesów, a pokojowe opcje nie zostały wyczerpane. Wielka Brytania i USA podważyły autorytet Rady Bezpieczeństwa ONZ, procedura ustalania legalności całej akcji była „daleka od zadowalającej”. Nie było też planu, co ma być, kiedy Husajn zostanie już usunięty. Krótko – decyzja o tej niepotrzebnej wojnie została podjęta w sposób lekkomyślny, a założone cele nie zostały osiągnięte.

Blair do Busha: „Będę z tobą, choćby nie wiem co.”

W świetle raportu Tony Blair - choć nie został uznany za kłamcę, ani zbrodniarza wojennego – to jednak został przedstawiony jako człowiek, który był powodowany fatalną mieszanką ambicji, myślenia życzeniowego i niezdrowym poczuciem misji, co przyniosło katastrofalne skutki. Blair wprost palił się do zbrojnej akcji mimo ogromnego sprzeciwu wewnątrz brytyjskiej opinii publicznej, która instynktownie wyczuwała, że nic nie usprawiedliwia otwartego najazdu na inne państwo, pierwszy taki wypadek po drugiej wojnie światowej. Jak napisał „The Guardian”, Blair w tym wypadku za swego bossa uznał amerykańskiego prezydenta, a nie brytyjski naród. Najlepiej o tym świadczy, przytaczane przez wszystkie media, jego memo (nota) do Busha w lipcu 2002 r., w którym zapewniał go o bezwzględnej solidarności (“I will be with you, whatever”), które formą przypomina wyznanie oddanego kochanka.

Wywiad jako narzędzie polityki

Przy analizowaniu procesu przygotowań do inwazji w raporcie wielokrotnie pojawia się zarzut braku należytej ostrożności i staranności graniczące z lekkomyślnością. Blair nigdy nie miał najmniejszych wątpliwości na temat prawdziwości doniesień wywiadu o posiadaniu przez Husajna broni masowego rażenia. Jeśli inspektorzy ONZ nie mogli jej znaleźć, to według niego Husajn musiał ją skutecznie ukryć. Dane wywiadu były „zbyt dobre”, aby je dogłębnie sprawdzać – tak to skomentował tygodnik The Economist. Po prostu użyto ich, aby podeprzeć polityczne przekonania prezydenta Busha i premiera Blaira o niezbędności usunięcia Husajna drogą zbrojną.

Nie było planu „co potem”

Raport wstrzymał się od orzeczenia na temat legalności całej akcji z punktu widzenia prawa międzynarodowego, ale jednoznacznie potępił sposób w jaki rząd potraktował tę kwestię w czasie przygotowań do inwazji. Blaira nie zraziło to, że nie tylko Rada Bezpieczeństwa ONZ, ale i najbliżsi europejscy sojusznicy Wielkiej Brytanii nie podzielili jego przekonań o konieczności najazdu.

Blair zlekceważył także ostrzeżenia co do ewentualnych następstw inwazji. Nie zrobił nic, aby dokładnie rozważyć, jakie problemy mogą się pojawić, kiedy już po militarnym zwycięstwie w Iraku zwycięzcy staną przed niezwykle trudnym zadaniem - zorganizowanie tam nowej administracji oraz zapewnienie ładu i porządku w nieprzewidywalnym okresie. Przy tak ogromnym zaangażowaniu sił i środków Wielkiej Brytanii nie martwienie się „co będzie potem” świadczyło o skrajnej nieodpowiedzialności.

Okupanci, nie wyzwoliciele

Problemy te pojawiły się od razu na początku. Kiedy Turcja odmówiła przepuszczenia Brytyjczyków przez swe terytorium, a więc nie mogli zaatakować od północy, a więc z terytorium przyjaźnie ustosunkowanych do nich Kurdów, ale musieli wkroczyć od południa, z regionu Basry, gdzie sytuacja o wiele bardziej niekorzystna. Tu wyszły na jaw braki w wojskowym przygotowaniu. Ku zdziwieniu Brytyjczyków miejscowa ludność nie potraktowała ich jako wyzwolicieli, ale nowych okupantów i od razu zaczęły się mnożyć ataki na nich przez różne lokalne milicje. Samochody pancerne, które się sprawdziły w Irlandii Północnej, w Iraku okazały trumnami na kółkach, nieodporne na drogowe miny.

Podwykonawcy bez prawa głosu

Mimo ogromnego zaangażowanie Brytyjczyków, którzy np. dostarczyli 30 proc. pojazdów pancernych, ogólne dowództwo pozostało w rękach tylko Amerykanów. Wyspiarze zostali ograniczeni do roli „podwykonawców”, bez realnego wpływu na decyzje podejmowane przez sojusznika i jego dowództwo w Bagdadzie. Blair od samego początku – stwierdził raport – przecenił swoje możliwości wpływu na Busha, człowieka, który dysząc żądzą odwetu za atak na World Trade Center stracił zdolność racjonalnego rozumowania.

Specjalne stosunki, ale bez przesady

Raport odrzuca tłumaczenie Blaira, że odmowa udziału UK w amerykańskiej wyprawie naraziłyby na szwank specjalne stosunki ich kraju z USA. Nie brak przykładów odwrotnych. Interwencja Wielkiej Brytanii i Francji w 1956 r. w Egipcie (w celu zachowania kontroli nad Kanałem Sueskim) skończyła się fiaskiem, ponieważ Amerykanie odmówili poparcia. Podobnie atlantyccy sojusznicy odmówili czynnego współudziału w odbiciu Falklandów w 1982 r. Słowem bezwarunkowe poparcia Amerykanów nie było potrzebne.

Według komentatora dziennika The Guardian interwencja w Iraku przyczyniła się do poszerzania rozziewu między klasą polityczna a społeczeństwem. Ostatnim przejawem tego braku zaufania miał być wynik referendum w sprawie uczestnictwa w Unii Europejskiej.

 

Opracowanie: Marian Skwara, England.pl, 11.07.2016

 

 

 

 

Aktualności 

Orientacyjny kurs dla transakcji
powyżej 10 000 GBP

Do Polski5.2900 

Do W. Brytanii5.3290 

Negocjacje możliwe już
od 2000 GBP


Kontakt do Dealera