Przelewy do Polski 5.2000 1.36% 

Przelewy do Wielkiej Brytanii 5.3250 1.06% 

Przelewy do Polski 5.2000 1.36% 

Przelewy do Wielkiej Brytanii 5.3250 1.06% 

Brexit a Komisja Europejska i sprawa Polski

W trakcie kampanii poprzedzającej referendum w sprawie Brexitu, szerokim echem wśród społeczności brytyjskiej odbiły się działania wszczęte przez Komisję Europejską wobec Polski pod nieco enigmatyczną nazwą „procedury ochrony praworządności”. To posunięcie Brukseli, bardzo szybko stało się jednym z głównych przykładów używanych przez zwolenników opcji „Leave”, wskazującym na coraz dalej idące próby ingerencji UE w wewnętrzne sprawy krajów członkowskich. Mimo wysiłków Davida Camerona, opierającego swoją kampanie m.in. na postulacie większej autonomii Zjednoczonego Królestwa wewnątrz unijnych struktur, działania KE wobec naszego kraju zdecydowanie wskazywały na odwrotna tendencję – do centralizacji władzy kosztem niezależności państw zrzeszonych.

Unijne procedury

Dla przypomnienia – w unijnych traktatach przewidziano dwa mechanizmy, które można zastosować w wypadku stwierdzenia naruszenia ze strony państw członkowskich tzw. podstawowych wartości, na jakich opiera się UE:

  • Artykuł 258 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej, w ramach którego KE może wydać uzasadnioną opinię w sprawie rzekomego uchybienia przez dany kraj jednego ze zobowiązań, które na nim ciążą na mocy traktatów, a także wnieść sprawę do Trybunału Sprawiedliwości UE. 
  • Artykuł 7 Traktatu o UE, wg którego na uzasadniony wniosek jednej trzeciej krajów UE, PE lub KE, Rada UE może stwierdzić istnienie wyraźnego ryzyka poważnego naruszenia przez kraj wartości, takich jak rządy prawa. Rada, działając jednomyślnie i za zgodą PE może zawiesić niektóre prawa kraju członkowskiego, w tym prawo do głosowania przedstawiciela rządu tego państwa w Radzie.

To właśnie na ten drugi zapis powołała się KE w odniesieniu do działań wszczynanych wobec Polski.

Fala krytyki spływająca na Brukselę

Od samego początku wdrażania powyższej procedury, włodarze UE spotkali się z licznymi głosami kwestionującymi zasadność takiego posunięcia. Umiarkowane opinie, opierające się m.in. na formalno-prawnej analizie szczegółowych zapisów wspomnianego artykułu 7, wskazywały na fakt, że w obecnych okolicznościach próby użycia go w stosunku do Polski są, dyplomatyczne mówiąc, mocno „naciągane”. Natomiast dalej idące interpretacje zwracały uwagę na, przeprowadzane poprzez „naginanie przepisów”, próby wymuszania określonych decyzji na polskim rządzie, którego założenia, nie do końca mogą być utożsamiane z punktem widzenia obecnych lewicowych władz Unii. Co więcej, dywagacja dotycząca dalszego możliwego rozstrzygnięcia tej kwestii, może prowadzić do wniosku, że wywierane na nasz kraj naciski, są nie tylko próbą „przepychanek” ideologicznych i centralizacji władzy przez Brukselę, ale przede wszystkim oparte są wyłącznie na populistycznych hasłach „ochrony praworządności”, nie mających w gruncie rzeczy żadnego pokrycia w obecnych możliwościach UE. Zapisy omawianego już artykułu 7 jasno stanowią, że aby zastosować jakiekolwiek sankcje wobec danego kraju wspólnoty, decyzja Rady musi być podjęta jednomyślnie (kraj którego dotyczy procedura nie ma prawa głosu), tymczasem już ponad pół roku temu, od razu po rozpoczęciu omawianych działań, reprezentant Węgier w Radzie Europy zapowiedział, że jego kraj będzie głosował przeciwko, co, w zasadzie jednoznacznie, od samego początku skazuje omawianą procedurę na ostateczne niepowodzenie.

Niebezpieczeństwo pogłębienia destabilizacji wewnątrz UE

Boyden Gray, dyplomata USA, były doradca w gabinecie Georga Busha oraz ambasador USA przy UE w latach 2006 – 2007, w opublikowanym niedawno w „Wall Street Journal” wywiadzie, ocenia błędy Unii jeszcze poważniej. W kwestii dotyczącej Polski Gray, bez cienia wątpliwości stwierdza, że UE bezpodstawnie miesza się w suwerenne decyzje prawne podejmowane nad Wisłą. Pod osłoną rzekomej troski o kwestię Trybunału Konstytucyjnego próbuje wywierać wpływ na wewnętrzne decyzje państwa członkowskiego. Pokazuje to bardzo niepokojącą skłonność Unii do autorytarnych posunięć i narzucania brukselskich rozstrzygnięć krajowych problemów. Dyplomata zwraca również uwagę na inny aspekt tej sytuacji. Włodarze Wspólnoty, borykający się już od dłuższego czasu z problemami takimi jak kryzys migracyjny czy poważnie spowalniająca gospodarka, koncentrują się przede wszystkim na próbach wzmocnienia władzy centralnej, która w takiej formie nie została ustanowiona w traktacie założycielskim UE. Ich działania wobec Warszawy są na to czytelnym przykładem. Takie posunięcia nie pomogą w rozwiązaniu obecnych problemów zjednoczonej Europy, za to w istotnej mierze mogą przyczynić się do niepotrzebnego kryzysu pomiędzy instytucjami UE a krajami członkowskimi, pogorszyć jeszcze sytuacje spowodowaną Brexitem, tym samym prowadząc do dalszej destabilizacji. Cytując autora "(...) ostatnią rzeczą jakiej Unia potrzebuje, jest kolejny incydent wywołany przez niewybieranych biurokratów z Komisji przeciwko wybieranym władzom kraju członkowskiego. Europa ma obecnie wystarczająco dużo stresu. Powoływanie się na nieprzemyślaną procedurę teraz tylko bardziej nadwyręży Unię i opóźni jej umiejętność do tworzenia i wprowadzania rozwiązań prawdziwie egzystencjalnych problemów zagrażających kontynentowi".

Brexit a sprawa Polski

W obliczu narastających nastrojów eurosceptycznych w UK, również za sprawą działań KE wobec Polski, Bruksela podjęła starania w celu uniknięcia eskalacji tej kwestii w okresie bezpośrednio poprzedzającym referendum. Był to zabieg mocno spóźniony, gdyż przykład nacisków wywieranych na rząd w Warszawie dawno już stał się jednym z często przytaczanych argumentów przez zwolenników opcji „Leave”. Wg informacji londyńskiego ośrodka Centre for European Reform, tego typu działania unijnych instytucji podawane były jako dowód na mocne tendencje UE do rozszerzania swoich kompetencji, czym właśnie straszyli Brytyjczyków zwolennicy Brexitu. Podobnego zdania jest również, przytaczany powyżej, Boyden Gray, który uważa, że część dynamiki stojącej za czerwcowym referendum była związana właśnie z konfliktem wynikającym z ingerowania KE w decyzje prawne Polski. Była to retoryka w uzasadniony i skuteczny sposób przekonująca obywateli Zjednoczonego Królestwa do zerwania więzów z unijną biurokracją. Argument ten działał tym bardziej efektownie w ustach eurosceptyków, ze względu na fakt, że polska strona już na początku sporu, opierając się na opinii służb prawnych samej Rady Unii Europejskiej, wskazywała, niestety bezskutecznie, że procedura wszczęta w obecnym kształcie wobec naszego kraju, wykracza poza kompetencje nadane Komisji w traktatach.

 

Opracowanie: Małgorzata Solińska, England.pl, 11.07.2016

 

 

 

 

Aktualności 

Orientacyjny kurs dla transakcji
powyżej 10 000 GBP

Do Polski5.2400 

Do W. Brytanii5.2790 

Negocjacje możliwe już
od 2000 GBP


Kontakt do Dealera