Przelewy do Polski 5.1300 -1.54% 

Przelewy do Wielkiej Brytanii 5.2690 -1.24% 

Przelewy do Polski 5.1300 -1.54% 

Przelewy do Wielkiej Brytanii 5.2690 -1.24% 

Regrexit, czyli krajobraz po referendum

Wyniki podane przez komisję wyborczą o 6.00 czasu brytyjskiego nie pozostawiły żadnej wątpliwości co do rezultatu referendum europejskiego i potwierdziły to, co rynki finansowe i funt szterling odczuły już w nocy, ale czego nie spodziewały się w dniu wyborów. Po ponad 40 latach członkostwa w Unii Europejskiej Wielka Brytania zadecydowała o wystąpieniu z jej struktur.

Ta bezprecedensowa decyzja, mimo pozornego spokoju uruchomiła już lawinę wydarzeń, których konsekwencji nikt nie jest w stanie przewidzieć, ani dziś, ani w najbliższych miesiącach czy latach. I paradoksalnie, zamiast rozpadu Unii Europejskiej, mamy dziś do czynienia z początkami rozpadu Zjednoczonego Królestwa.

Funt spada

Po północy, gdy napływające z okręgów wyborczych głosy zaczęły pokazywać, że to opcja Leave uzyskuje nieoczekiwanie większe poparcie, mocny dotychczas funt poszybował w dół do poziomu nie odnotowanego od 30 lat. I tam mniej więcej pozostał do tej chwili. Rynki odnotowały olbrzymie straty, a niepewna sytuacja polityczna nie daje szans na poprawę.

Premier mówi o odejściu

Jeszcze w godzinach porannych premier David Cameron uznał wolę wyborców akceptując wyniki i zapowiedział swą rezygnację przed październikiem, kiedy to partia konserwatywna ma na konwencji wyłonić nowego przywódcę i premiera.

Rozłam w Partii Pracy

Pozycja lidera opozycji Jeremiego Corbyna również wydaje się być mocno zagrożona. Mimo że w niedzielę udało mu się zapobiec przewrotowi w swej partii, wielu członków jego gabinetu cieni zrezygnowało na znak protestu wobec jego niejednoznacznego stanowiska w czasie kampanii, oskarżając go o zmylenie wyborców Partii Pracy. To właśnie zwolennicy laburzystów w dużej mierze głosowali za Brexitem, dystansując się od swych partyjnych przywódców. Jego los w najbliższych dniach jako lidera partii jest również niepewny.

Przywódca UKIP kończy polityczną karierę?

Nigel Farage, który chciał ogłosić 23 czerwca Dniem Niepodległości Wielkiej Brytanii nie będzie odcinał politycznych kuponów od wyniku referendum. Ostre niesnaski, które były widoczne już podczas kampanii wewnątrz zwolenników wyjścia, ujawniły się teraz z całą mocą. Frakcja Leave pod wodzą byłego mera Londynu Borysa Johnsona, która już w czasie kampanii dystansowała się od niego, teraz stanowczo wykluczyła Faraga od jakiegokolwiek wpływu na negocjowanie Brexitu.

Kto poprowadzi konserwatystów?

W łonie konserwatystów nie ma pewności, że to Borys Johnson powinien zostać następnym premierem. Trwa szukanie nowych kandydatów pod hasłem „Stop Boris”, którzy mogliby przeprowadzić kraj przez burzę wydarzeń. Wydaje się, że kryzys finansowy i populistyczna kampania skompromitowały polityków kampanii Leave. Gdyby mieli oni przejąć przywództwo partii konserwatywnej, mogłoby jej to zaszkodzić znacznie bardziej.

Czy można powstrzymać Brexit

Coraz liczniej pojawiają się głosy, że jedną z opcji jest zignorowanie wyniku referendum, które nie jest prawnie wiążące. Propozycję taką złożył już jeden z parlamentarzystów Partii Pracy. Opinia brytyjskiego społeczeństwa wyrażona w głosowaniu, mimo że stanowi jednoznaczny przekaz „woli narodu”, a jaj zlekceważenie byłoby niewątpliwym ewenementem, to z punktu widzenie brytyjskiej konstytucji, nie nakłada na rząd obowiązku realizacji postanowień referendum.

Kto się boi artykułu 50.?

Chyba nikt dziś w UK nie chce faktycznie uruchomić art. 50. Traktatu Lizbońskiego, który rozpocznie procedurę wyjścia. Nalegają na to natomiast inni członkowie Unii Europejskiej, świadomi negatywnych konsekwencji dla rynku, jaki przynosi przedłużający się stan niepewności. Czy kampania Leave zakpiła ze swych wyborców, losu swego kraju i całej Europy i tak naprawdę... nie chciała wyjścia tylko rozgłosu? Kto poniesie tego polityczne i finansowe konsekwencje?

Kampania Leave przyznaje się do populizmu

Nigel Farage potwierdził w telewizyjnym wywiadzie, że uważa jedno z podstawowych haseł głównej kampanii Leave, a mianowicie, że 350 milionów funtów, które co tydzień UK wysyła do Brukseli będzie przeznaczonych na NHS za „błąd i część propagandy”. Daniel Hannan, również członek kampanii Leave twierdzi teraz, że hasło o odzyskaniu kontroli nad granicami wcale nie miało oznaczać zatrzymania imigracji... Stwierdzenie to powoduje oburzenie tych, którzy na tej podstawie głosowali za wyjściem. Rośnie więc rozgoryczenie niektórych zwolenników wobec ewidentnego rozdźwięku między tym w co wierzyli głosując, a tym, co deklarują teraz ich polityczni mentorzy. W związku z tym funkcjonuje już nowe hasło – regrexit. „Ukradziono mój głos” – mówi część wyborców.

Żal pokolenia millenium

Młodzi wypominają starszym pokoleniom podjętą decyzję. „Wy, którzy w młodości otrzymaliście wszystko od państwa zabraliście nam teraz naszą przyszłość w imię romantycznej wizji kolonialnego imperium, które już nie wróci”, mówią.

Petycja umożliwiająca drugie referendum

W parlamencie UK rośnie liczba podpisów pod petycją, która umożliwiłaby przeprowadzenie drugiego referendum. Paradoksalnie została ona uruchomiona już w maju przez zwolennika Leave asekurującego się na wypadek przegranej tej opcji, a teraz jej intencja została odwrócona. W niedzielę wieczorem podpisało ją już 3,5 miliona osób. Komisja parlamentarna zakwestionowała jednak już ważność części podpisów. Jej autor alarmuje natomiast, że petycja została mu... ukradziona.

Władze lokalne boją się utraty dotacji z Unii

Władze Kornwalii, która nota bene głosowała za wyjściem, zażądały już od rządu potwierdzenia, że będzie on płacił jej taką samą dotację, jak ta, która płynęła z UE, a którą teraz straci. Inne samorządy przymierzają się do podobnych roszczeń.

Królestwo już nie Zjednoczone.

Referendum ujawniło poważne rozdźwięki w łonie społeczeństwa. Szkocja, Londyn i Irlandia Północna stanęły przeciwko Anglii i Wali. Młodsze pokolenie kontra starsze, a posiadający wykształcenie kontra niewykształceni. Prowincja i stolica wskazują, że nie mają ze sobą zbyt dużo wspólnego. Brytyjczycy pokazali jak wielkie przepaści dzielą ich naród.

Szkocja idzie własną drogą

Szkocja, która głosowała w całości za pozostaniem w politycznych strukturach Europy „nie pozwoli na wyciągnięcie jej z Unii wbrew jej woli”. Mocny głos pierwszej minister rządu szkockiego Nicoli Sturgeon usłyszał cały świat. Stwierdziła ona, że społeczeństwo, które potwierdziło w 2014 roku swą unię z Anglią należy już do przeszłości wobec znaczącej zmiany okoliczności. Nowe referendum w sprawie niepodległości jest prawie pewne. Sturgeon podkreśliła, że musi ono mieć miejsce zanim art. 50 wejdzie w życie, czyli na pewno zanim David Cameron odejdzie ze stanowiska.

Niepodległy Londyn?

Kolejną petycję otwarto w sprawie ogłoszenia niepodległości Londynu, który w przeważającej mierze głosował za pozostaniem. Sadiq Khan wystosował bardzo proeuropejskie przemówienie, w którym docenił i podkreślił wkład prawie trzech milionów Europejczyków mieszkających w stolicy. Pozycja Londynu jako światowego centrum finansów jest obecnie mocno zagrożona.

Królowa a Brexit

Elżbieta II nie skomentował wyników i sytuacji w kraju. Zachowała trwającą od ponad 70 lat apolityczność.

Nieoczekiwany gość korzysta z rozgłosu wydarzeń

W Szkocji niezapowiedzianą wizytę złożył Donald Trump. Oficjalnie prywatną, podczas której w błyskach fleszy otworzył nowe pole golfowe, w mocno naciśniętej na oczy czapeczce z napisem „We will make America great again”. Zarówno Nicola Sturgeon jak i David Cameron odmówili spotkania z nim.

 

Opracowanie: Małgorzata Solińska, England.pl, 27.06.2016

 

 

 

 

Aktualności 

Orientacyjny kurs dla transakcji
powyżej 10 000 GBP

Do Polski5.1750 

Do W. Brytanii5.2250 

Negocjacje możliwe już
od 2000 GBP


Kontakt do Dealera