Przelewy do Polski 5.2000 1.36% 

Przelewy do Wielkiej Brytanii 5.3250 1.06% 

Przelewy do Polski 5.2000 1.36% 

Przelewy do Wielkiej Brytanii 5.3250 1.06% 

Kampania europejska nie słabnie – mimo chwilowej przerwy. Jak głosowaliby Polacy? Question Time premiera Camerona.

W czwartek 18 czerwca, w związku z zabójstwem parlamentarzystki Jo Cox wszystkie partie zadecydowały o czasowym zawieszeniu działań do niedzieli. Policja bada motywy morderstwa, które na obecnym etapie śledztwa wydaje się mieć podtekst polityczny, niemożliwy jeszcze do precyzyjnego ustalenia.

Z powodu tragedii odwołano zaplanowane na piątek i sobotę imprezy plenerowe obu stron i spotkania polityków. Parlament, który w związku z referendum miał dotychczas przerwę w obradach, zbierze się ponownie w poniedziałek, by uczcić pamięć zmarłej. Już w niedzielę jednak kampania ponownie ruszyła z impetem świadczącym o tym, że żadna ze stron nie jest ani pewna zwycięstwa, ani też nie chce „odpuścić”.

Ostatnie dni bez rozstrzygnięcia

Na zaledwie cztery dni przed głosowaniem sondaże pokazują niezwykle wyrównany wynik, a co może nawet ważniejsze, dowodzą, że osób niezdecydowanych jest nadal dużo, jest więc wciąż o co walczyć. Rezultaty od wielu tygodni są bardzo zbliżone, z niewielkimi tylko wahnięciami to w jedną, to w drugą stronę, a na początku ubiegłego tygodnia szala bardzo delikatnie przesunęła się na korzyść zwolenników Brexitu. To jednak, jak się okazuje, o niczym nie świadczy, gdyż wśród tych, którzy jeszcze nie wiedzą, na kogo zagłosują, większa część skłania się ku... „Remain”. Trzeba również wziąć po uwagę, że prawie wszystkie sondaże z ubiegłego tygodnia przeprowadzone były przed tragiczną śmiercią parlamentarzystki Partii Pracy. I tu właśnie może dojść do przełomu, bo już wykonany w niedzielę (19 czerwca) wieczorem przez YouGov na zlecenie Sunday Times`a sondaż pokazał jednopunktową przewagę zwolenników pozostania w Unii. Jak się okazuje, drugiej strony to nie zdziwiło. Jedna z flagowych postaci kampanii „Leave”, Nigel Farage, sam przyznał, że zabójstwo Jo Cox, która publicznie wyrażała troskę o los imigrantów, zaszkodziło jego opcji. Też Boris Johnson, konserwatysta i były mer Londynu, który również głośno optuje za wyjściem z Unii, stwierdził w komentarzu, że „antyimigrandzka debata” poszła w swej retoryce za daleko. Być może już więc poniedziałkowe „polls” przyniosą zmiany w preferencjach wyborczych.

Jak głosowaliby Polacy, gdyby mogli?

Odpowiedź na to pytanie próbuje udzielić The Observer, niedzielne wydanie The Guardian, w przeprowadzonym między 15 a 17 czerwca badaniu na grupie 5 878 Polaków mieszkających na stałe w UK. Gazeta charakteryzuje nas jako „w przeważającej mierze milczącą część Brytyjskiej populacji, która nie może wziąć udziału w referendum, jednak może zostać głęboko dotknięta przez jego wynik”. A zatem:

  • Z tej grupy 79,4 % uważa, że UK powinna pozostać w Unii, natomiast 16,5% głosowałoby za wyjściem.
  • 83% wiąże swe długofalowe plany z pozostaniem w UK.
  • Jeśli dojdzie do wyjścia, 47,4% chciałoby pozostać na Wyspach, a 26,2% „będzie próbowało pozostać i wróci do Polski tylko w razie niepowodzenia tych prób”.
  • 51% planuje starać się o brytyjskie obywatelstwo niezależnie od wyniku referendum.

Podsumowanie podaje również inne istotne informacje, między innymi, że aż 94% Polaków mieszkających na Wyspach ma stałą pracę, bądź uczęszcza do szkoły, co obala mit „łowcy zasiłków” i wskazuje na dużą integrację z brytyjskim systemem. Potwierdza to też odpowiedź udzielona na pytanie dotyczące ograniczeń w zasiłkach wprowadzonych przez Davida Camerona. Prawie 70% ocenia te zmiany jako „dobre lub raczej dobre”. Co ciekawe również, mimo że ponad 70% czuje się osobiście „jak u siebie” i odbiera nastawienie otoczenia jako przychylne, to już tylko 34,6% uważa, że Polacy jako grupa są pozytywnie postrzegani.

Premier w ogniu pytań - nowy „początek” kampanii

Natomiast dla Davida Camerona niedziela wieczór to nie lada wyzwanie. W programie Question Time będzie miał on jedną z ostatnich szans, by przekonać niezdecydowanych, a być może, co jednak mało prawdopodobne, przeciągnąć na swą są stronę kilku przeciwników. Oto krótkie podsumowanie poruszanych kwestii:

  • 45 minut pytań ze strony publiczności zdominowała kwestia imigrantów z krajów UE, a premier wielokrotnie musiał tłumaczyć się z niespełnionej obietnicy ograniczenia napływu z obecnych kilkuset do kilkudziesięciu tysięcy osób rocznie. Zapewniał jednak, że zamknięcie się na Unię nie rozwiąże problemu. Premier podkreślił, że zmiany wprowadzone przez jego rząd rozwiążą problem imigrantów. Zapowiedział m.in., że po 6 miesiącach bez pracy obcokrajowiec będzie musiał opuścić UK.
  • Wśród jego najważniejszych argumentów za pozostaniem ponownie znalazły się kwestie finansowe; mniej osób pracujących w UK to mniej podatków w budżecie, mniejszy rynek wewnętrzny, mniej składek na ubezpieczenia. Powoływał się tu wielokrotnie na ekspertów i Bank of England, co jednak wywoływało częste… buczenie na widowni.
  • Premier nie raz podkreślał ograniczenie dostępu do rynku europejskiego w razie Brexitu, niekorzystne cła dla importu i eksportu, utratę „specjalnego statusu”, czyli członkowstwa z pozostaniem poza strefą Euro.
  • Na pytanie czy zawetuje członkowstwo Turcji w UE odpowiedział, że żaden z ekspertów czy polityków nie przewiduje takiej możliwości, tj. akcesu Turcji przez następne trzy dekady i stąd uważa tę kwestię za problem sztucznie wywołany i nieuczciwie podsycany przez kampanię „Leave”. „Nie głosujcie na tej podstawie w referendum”, nawoływał.
  • Premier zaznaczył, że decyzja o wyjściu będzie praktycznie niepodważalna na wiele dekad i nie będzie możliwości powrotu do Unii.

Premier podsumował swe wystąpienie słowami: „Britain is not a quitter.” Już w tym tygodniu zobaczymy, czy to hasło przyniesie mu polityczny sukces.

 

Opracowanie: Małgorzata Solińska, England.pl, 20.06.2016

 

 

 

 

Aktualności 

Orientacyjny kurs dla transakcji
powyżej 10 000 GBP

Do Polski5.2400 

Do W. Brytanii5.2790 

Negocjacje możliwe już
od 2000 GBP


Kontakt do Dealera