Przelewy do Polski 5.1300 -1.54% 

Przelewy do Wielkiej Brytanii 5.2690 -1.24% 

Przelewy do Polski 5.1300 -1.54% 

Przelewy do Wielkiej Brytanii 5.2690 -1.24% 

Z frontu walki z bezdomnością w Londynie

Przed wyborami na stanowisko burmistrza Londynu w maju 2012 roku trzej główni kandydaci publicznie podpisali zobowiązanie, że po objęciu rządów dołożą wszelkich starań, aby znaleźć dach nad głową dla wszystkich bezdomnych koczujących na ulicach tej światowej metropolii. W maju bieżącego roku kończy się kadencja zwycięzcy wyborów, obecnego burmistrza Borisa Johnsona, i już można go rozliczyć z tej obietnicy. Tym bardziej, że to była już druga kadencja.

Kto bywa w Londynie, ten może się łatwo przekonać, że nocujący na ulicach ludzie nie zniknęli, a według statystyk ma ich być więcej niż w poprzednich latach. Jednakże byłoby niesprawiedliwe i małostkowe powiedzieć, że stołeczne władze nic w tej kwestii nie zrobiły. Problem jest niezwykle trudny, nie ma jednej przyczyny i nie udało się go rozwiązać także w innych z najbogatszych krajów świata.

Rough sleepers

Bezdomność nie jest łatwa do zdefiniowania, ponieważ można być w różnym stopniu bezdomnym. W Wielkiej Brytanii badania tego zjawiska oraz programy zwalczania są dużo bardziej zaawansowane niż w Polsce. Najbardziej widoczni są ludzie sypiający na ulicach w różnych wnękach, na klatkach schodowych, w parkach, pod mostami, przy wentylatorach itp. Po angielsku nazywa się to rough sleeping, a więc dosłownie sypianie „na surowo”. Według raportu organizacji CRISIS, każdej nocy w całej Anglii sypia „na surowo” od czterech do ośmiu tysięcy ludzi. Zaś według urzędowych danych ma ich być połowę mniej.

Prawie co czwarty angielski bezdomny próbuje przeżyć w Londynie, co specjalnie nie dziwi. Im większe miasto, tym bezdomni zdają się mieć więcej możliwości znalezienia miejsca do spania, zdobywania jedzenia, tam też znajdują więcej zrozumienia i są bardziej bezpieczni. Przy porównaniu dzielnic tego wielomilionowego megalopolis okazało się, że najwięcej śpiących na ulicach, około 800, zanotowano w Westminster, co może sugerować, że bezdomni nadzwyczaj sobie cenią sąsiedztwo parlamentu, premiera, ministerstwa spraw zagranicznych, a także niewielki dystans do Buckingham Palace.

Sąsiedzi premiera

Koncentracja bezdomnych – ludzi z najniższego piętra społecznej stratyfikacji - w centralnym Londynie, gdzie ocierają się z kolei o społeczną elitę, rodzi specyficzne problemy. Elita wolałaby maksymalnie odseparować się od nie zawsze dbających o osobistą higienę oberwańców. Sprawiają kłopot swym zachowaniem, a sam widok ludzi śpiących na kartonach w sąsiedztwie hoteli, gdzie noc kosztuje 200 funtów, jest jakby upersonifikowanym wyrzutem sumienia dla uprzywilejowanych. Jednakże wprowadzenie jakiegoś urbanistycznego apartheidu nie daje się wprowadzić, choć w tak zamożnym kraju jak Wielka Brytania nie ma specjalnego problemu ze znalezieniem miejsca w schronisku dla wszystkich ulicznych koczowników. Wielu z nich z różnych powodów jednak „wybiera wolność”. Tymi powodami może alkoholizm, nawyk żebrania, choroba psychiczna. Określa ich jako ludzi „o ulicznym stylu życia”.

Kolce przeciw bezdomnym

Dążenia zamożnych do odseparowania znajdują odzwierciedlenie w architekturze. Chodzi nie tylko o strzeżenie dostępu do budynków, ale także stosowanie rozwiązań, które mają bezdomnym ograniczać swobodę w ogólnodostępnej, publicznej przestrzeni. Jest to np. montowanie w parkach ławek z przedziałami jak w salach kinowych, aby uniemożliwić układanie się do spania lub umieszczanie metalowych kolców, które mają przeszkodzić bezdomnym wysiadywanie lub rozkładanie posłań w miejscach gdzie są niemile widziani. W zeszłym roku prasę obiegły zdjęcia takich kolców przy wejściach do apartamentowców na nowym osiedlu przy Southwark Bridge Road. Podobne kolce jeden z londyńskich marketów Tesco umieścił przy swoich witrynach tłumacząc to koniecznością zapobieganiu „antyspołecznych zachowań”.

Anti-homeless spikes, czyli „anty-bezdomnościowe kolce”, wzbudzają protesty społeczne jako już jawny i brutalny przejaw dyskryminacji i stygmatyzacji bezdomnych. W czasie jednej z czerwcowych nocy grupa aktywistów lewackiej organizacji London Black Revolutionaries zalała betonem kolce przy Tesco. Sam Boris Johnson określił kolce jako „ohydne, kompromitujące i durne”. Pod takim naciskiem kolce bywają usuwane.

Mieszkańcy schronisk i "sofa-surfers"

Jednakże większość bezdomnych woli normalne łóżka od kartonów na betonie i spędza noce w schroniskach, hostelach i innych organizowanych dla nich obiektach prowadzonych przez różne organizacje, a także wynajmowanych dla bezdomnych przez lokalne władze w prywatnych pensjonatach B&B. Ta grupa ma liczyć około 55 tysięcy.

Ukrytą bezdomnością nazywa się sytuację ludzi, którzy mogą być uważani za bezdomnych choć zewnętrznie na takich nie wyglądają i stąd nie pojawiają się w statystykach. Są to np. dorosłe pary, które z braku środków są zmuszone do mieszkania u rodziców, ale wspólne zamieszkiwanie obcych ludzi w jednym wynajętym mieszkaniu. Wreszcie zjawisko zwane „sofa surfing”, to jest czasowe pomieszkiwanie kątem u krewnych lub znajomych.

Zamieszkiwanie w schroniskach uważa się za rozwiązanie tymczasowe przed znalezieniem dla ich pensjonariuszy stałego domu. Tak samo traktuje się „ukrytych bezdomnych” oraz ludziom, którym grozi bezdomność, ponieważ, na przykład, nie stać ich więcej na czynsz. Aby jednak kwalifikować się do otrzymania mieszkania socjalnego trzeba spełnić szereg warunków. Ale to już temat na oddzielny tekst.

"Ostatnia noc na ulicy"

Zwalczanie bezdomności jest ustawowym obowiązkiem władz publicznym, co odbywa się głównie na szczeblu lokalnym przy rządowym wsparciu, ale zajmują się tym w różny sposób organizacje społeczne, których liczba jest oceniana na około pięćset. Trudno byłoby wymienić nawet te najbardziej znane i zasłużone. Na zakończenie wróćmy na podwórko Borisa Johnsona by wymienić niektóre z form pomocy dla bezdomnych w Londynie:

  • CHAIN (Combined Homelessness and Information Network) to system rozpoznawania skali i struktury zjawiska sypiania na londyńskich ulicach. Zajmują się tym specjalni pracownicy socjalni, którzy przeczesując swoje rewiry potrafią rozróżnić początkujących bezdomnych od weteranów ulicy oraz rozpoznawać narodowość. Muszą więc być wśród nich tacy, którzy znają języki, w tym oczywiście polski, ponieważ obecnie nowi bezdomni w Londynie to głównie imigranci.
  • No Second Night Out, co można po polsku oddać jako „ostatnia noc na ulicy”, to wdrożony przez burmistrza Londynu w 2010 r. program mający na celu znalezienia dachu nad głową dla każdego namierzonego bezdomnego, tak aby nie dopuścić do utrwalenia się bezdomności. Rok później został on powielony w skali krajowej.
  • StreetLink to krajowa linia informacyjna – telefon, internet, media społecznościowe - dla publiczności, przez którą należy powiadamiać odpowiednie służby o dostrzeżeniu bezdomnego. Ma to być pierwszym krokiem dla udzielenia mu pomocy.
  • The Doctor Hickey Surgery. Przychodnia lekarska w centralnym Londynie przyjmująca pacjentów „bez stałego miejsca zamieszkania”, czyli dla ludzi, którzy ze względu na brak ubezpieczenia mieliby kłopoty ze skorzystaniem z normalnych placówek NHS, brytyjskiej służby zdrowia. Jest ona prowadzona przez organizację pomocową Cardinal Hume Centre.

 

Opracowanie: Marian Skwara, England.pl, 19.01.2016

 

 

 

 

Aktualności 

Orientacyjny kurs dla transakcji
powyżej 10 000 GBP

Do Polski5.1750 

Do W. Brytanii5.2250 

Negocjacje możliwe już
od 2000 GBP


Kontakt do Dealera