Przelewy do Polski 5.2600 0.19% 

Przelewy do Wielkiej Brytanii 5.3990 0.19% 

Przelewy do Polski 5.2600 0.19% 

Przelewy do Wielkiej Brytanii 5.3990 0.19% 

Imigracja – nowy rekord i co z tego wynika

Opublikowane w końcu sierpnia dane statystyczne na temat wielkości imigracji do Wielkiej Brytanii dodały nowego paliwa do coraz bardziej zaogniających się sporów o imigrację. Można odnieść wrażenie, że to główny temat debaty politycznej w UK. Według najnowszych danych w ciągu dwunastu miesięcy do czerwca bieżącego roku do Wielkiej Brytanii przybyło 636 tys. imigrantów, to jest ludzi, którzy z różnych powodów zamierzają w tym kraju przebywać dłuższy czas lub nawet do końca życia. Jednocześnie w tym czasie wyemigrowało 276 tys. osób.

Bilans ruchu w obie strony to 360 tys. imigrantów. Jest to rekordowa liczba, większa o 10 tys. od poprzedniego rekordu, który miał miejsce w 2005 r. kiedy na wyspę przybyli Polacy i obywatele z pozostałych krajów, o jakie rozszerzyła się Unia Europejska w 2004 r. Obecnie, w porównaniu z rokiem poprzedzającym, jest to skok o 94 tys., w tym 56 tys. z krajów UE i 39 tys. z innych obszarów. Wśród tych pierwszych większość stanowili obywatele Rumuni i Bułgarii, a więc to oni głównie spowodowali ten skokowy przyrost.

Miało być 100 tysięcy rocznie

W 2010 r., kiedy liczba imigrantów w UK zwiększyła się w ciągu roku o 240 tys., David Cameron oświadczył przed wyborami parlamentarnymi, że celem jego rządu będzie ograniczenie imigracji do 100 tys. rocznie. W 2012 roku, gdy ta liczba spadła do 160 tys., wydawało się, że rząd zbliża się do założonego celu. Jednakże już kilka miesięcy później krzywa imigracji zaczęła się ostro piąć w górę osiągając rzeczony rekordowy poziom w czerwcu tego roku. Odpowiedzialny za imigrację sekretarz stanu w Home Office (brytyjskie MSW) James Brokenshire, nazwał tę liczbę „rozczarowującą”. Rządowi nie udało zahamować wzrostu imigracji mimo podejmowanych od kilku lat działań, głównie polegających na ograniczeniu dostępu świadczeń socjalnych i tanich mieszkań. Innym środkiem była likwidacja blisko 900 fikcyjnych koledżów, które rekrutowały zagranicznych „studentów” (głównie z krajów pozaeuropejskich), a w rzeczywistości młodych ludzi, którym celem była nie nauka, lecz praca zarobkowa. W statystykach imigracji przybywający do Wielkiej Brytanii studenci mają niewiele mniejszy udział w ogólnej liczbie od imigrantów zarobkowych.

Bez imigrantów nie ma wzrostu gospodarczego

Widoczne jest, że dotychczasowymi instrumentami rząd nie jest w stanie zahamować imigracji. Jasne jest również, że to nie socjalne benefity przyciągają imigrantów, skoro nie zanotowano zależności między utrudnieniami a tempem wzrostu liczbą przybyszy. Zresztą nie jest to zaskakujące, od dawna było wiadome, że spośród około 2,5 mln obywateli UE mieszkających w Wielkiej Brytanii odsetek utrzymujących się z zasiłków to jednocyfrowy margines. Magnesem dla przybyszy nie jest brytyjski system socjalny, ale przede wszystkim tutejszy rynek pracy. O ile więc dynamika imigracji prawie nie wykazuje korelacji z zasiłkami, to za to widoczny jest jej bezpośredni związek ze stanem gospodarki. Stąd dość paradoksalny wniosek. Rządowy program redukcji imigracji zostały pokrzyżowany przez ożywienie gospodarcze. Trzy czwarte z 342 tys. nowych miejsc pracy jakie przybyły w ciągu 12 miesięcy do czerwca br. zostało zapełnione przez imigrantów.

Z powyższego kolejny wniosek, że bez imigrantów nie byłoby wzrostu gospodarczego. To wyjaśnia dlaczego przedstawiciele sfer gospodarczych raczej się nie udzielają w antyimigranckiej retoryce, a wręcz na odwrót przestrzegają, że radykalne ograniczenie imigracji będzie szkodliwa dla gospodarki. Tak wprost powiedział Simon Walker, dyrektor naczelny organizacji o nazwie The Institute of Directors, który rządowy plan nazwał „dziwacznym i niemożliwym do realizacji”. Przedstawiciele biznesu domagają się od rządu, aby zamiast nerwowej i doraźnej reakcji na statystyki wypracował kompleksową i spójną politykę imigracyjną, tak aby biznes mógł działać w przewidywalnym otoczeniu z jasnymi regułami.

Rząd musi lawirować

Z powyższego wynika, że w kwestii imigracji rząd brytyjski znajduje się pod presją dwu sprzecznych sił. Z jednej strony napływ setek tysięcy cudzoziemców w widoczny sposób zmienia społeczne środowisko, co nieuchronne rodzi napięcia. Dobrze to tłumaczy wypowiedź pewnej emerytki, która po 30 latach mieszkania na jednej ulicy spostrzega, że w krótkim czasie to miejsce radykalnie się zmieniło; w jej sąsiedztwie zaczynają dominować młodsi od niej, aktywni ludzie mówiący niezrozumiałym językiem. Budzi to w niej niepokój, zastanawia się, czy to jest jeszcze jej kraj. Ta emerytka może być potencjalnym wyborcą ksenofobicznej partii Nigela Farage'a.

Z drugiej strony rząd nie może nie mieć świadomości ogromnego wkładu imigrantów we wzrost gospodarczy. Bez nich kraj nie byłby zdolny do uruchomienia swego potencjału i budżet, jakim dysponuje rząd JKM byłby znacząco mniejszy, podobnie jak budżety lokalnych administracji. Bez imigrantów zupełnie inaczej wyglądałby rynek nieruchomości, który jest uważany za koło zamachowe wielu gałęzi gospodarki. Bez imigrantów brytyjski system emerytalny nie byłby zdolny do udźwignięcia swych zobowiązań ze względu na starzenie się rdzennej ludności. W rezultacie rząd musi lawirować między nastrojami wyborczymi a racjami gospodarczymi. Stąd obserwowana niekonsekwencja w deklaracjach i działaniach.

Wnioski dla Polski?

Według placówki naukowej o nazwie The Migration Observatory at The University of Oxford, w ubiegłym roku liczba urodzonych za granicą mieszkańców UK osiągnęła 8,3 mln osób, czyli 13 proc. całej populacji. Wielka Brytania nie jest tu wyjątkiem. Zbliżony lub wyższy odsetek (trudno o aktualne i porównywalne statystyki) urodzonych za granicą mieszkańców mają takie kraje jak Niemcy, Austria, Holandia, Belgia, Francja, Szwecja. Cała zachodnia Europa od lat buduje swój dobrobyt na pracy milionów imigrantów. Bez tego starzejące się społeczeństwa nie byłyby zdolne do uruchomienia swoich potencjałów.

Dla wielu świeżych imigrantów z Polski elastyczność brytyjskiego rynku pracy bywa szokująca. Zaczynają pracę następnego dnia po przylocie po trwających 15 minut formalnościach, a jeśli zaczęli w piątek czy sobotę, to już po ośmiu dniach pracy dostają pierwszą tygodniówkę. Wszystko legalnie i z ubezpieczeniem. Porównując to ze sztywnością polskich przepisów zatrudnienia oraz klimatem wobec imigracji, można dojść do wniosku, że Polska – gdzie już od dawna jest więcej dziadków niż wnuków – nawet za sto lat , jeśli nic się nie zmieni, nie dorówna Wielkiej Brytanii.

 

Opracowanie: Marian Skwara, England.pl, 31.08.2015

 

 

 

 

Aktualności 

Orientacyjny kurs dla transakcji
powyżej 10 000 GBP

Do Polski5.3200 

Do W. Brytanii5.3590 

Negocjacje możliwe już
od 2000 GBP


Kontakt do Dealera