Przelewy do Polski 5.2600 0.00% 

Przelewy do Wielkiej Brytanii 5.3950 -0.07% 

Przelewy do Polski 5.2600 0.00% 

Przelewy do Wielkiej Brytanii 5.3950 -0.07% 

Historia brytyjskich JOW-ów

W związku z pierwszym referendalnym pytaniem, na jakie polscy wyborcy będą odpowiadać 6 września - "Czy jesteś za wprowadzeniem jednomandatowych okręgów wyborczych w wyborach do Sejmu?” - w toczącej się w kraju dyskusji często podaje się przykład Wielkiej Brytanii, gdzie JOW-y (po angielsku single-member constituencies) mają należeć do fundamentalnych elementów ustroju politycznego. Zasłużony prestiż modelowej i stabilnej demokracji tego kraju ma być argumentem za wprowadzeniem JOW-ów także w Polsce. Jednakże gdy przyjrzymy się z bliska tej brytyjskiej instytucji obraz nie jest wcale tak jednoznaczny.

Po pierwsze, jeśli wziąć po uwagę sięgającą trzynastego wieku historię brytyjskiego parlamentaryzmu, to jednomandatowe okręgi pojawiły się stosunkowo późno, dopiero w 1884 r. w wyniku trzeciej w 19 wieku reformy systemu wyborczego. Wcześniej 70 proc. posłów do parlamentu wybierano w wielomandatowych (przeważnie w dwu-) mandatowych okręgach, a po reformie już tylko 8 proc. posłów. Motywem ograniczenia liczby deputowanych z jednego z okręgu wyborczego była obawa projektodawców, to jest ówczesnej elity politycznej, że przeszło dwukrotne zwiększenie liczby uprawnionych do głosowania (z dwu do pięciu milionów) oraz wprowadzenie równych liczbowo okręgów wyborczych może zagrozić pozycji rzeczonej elity. Dwa dominujące wówczas polityczne stronnictwa, Wigowie i Torysi, uzgodniły, że ograniczą konkurencję ze strony nowych sił, jeśli nowe okręgi będą jednomandatowe.

JOW-y w interesie partii

To znaczy, że autorzy tej zmiany nie kierowali się zamiarem rozszerzenie demokracji, ale ich główną troską było zabezpieczenia pozycji dwu dominujących stronnictw politycznych. Ewolucja brytyjskiego systemu wyborczego, a także obecna dominująca pozycja dwu partii, przeczą argumentacji o tym, JOW-y mogą być lekarstwem na „partyjniactwo”. Już w 1884 r. system ten miał licznych przeciwników. W tymże właśnie roku grupa prominentnych intelektualistów, w tym parlamentarzystów z obydwu stronnictw politycznych, założyło Proportional Representation Society, które, jak wskazuje nazwa, prowadziło propagandę na rzecz ordynacji proporcjonalnej. Organizacja ta istnieje do dziś pod zmienianą nazwą Electoral Reform Society. Opozycja wobec jednomandatowego systemu w UK istnieje od początku jego istnienia.

Towarzystwo Reformy Wyborczej prowadzi kampanię na rzecz „demokracji przedstawicielskiej na miarę 21 wieku”. Oto główne hasła tego ruchu:

  • Każdy głos ma swą wartość i powinien być doceniony.
  • Każdy wyborca powinien mieć możliwość wpływu na decyzję, które go dotyczą.
  • Nasze instytucje powinny odzwierciedlać interesy ludzi, którym służą.
  • Wyborcy powinni mieć możliwość rozliczania polityków.
  • Politycy powinni przedstawiać wyborcom rzeczywiste alternatywy.

System prosty, czytelny i niereprezentatywny

Siłą rzeczy liczba okręgów wyborczych w UK jest równa liczbie miejsc w Izbie Gmin. Co pewien czas specjalna komisja dokonuje korekty w wielkości tych okręgów tak, aby miały one zbliżoną liczbę wyborców. Ponad 45 milionowa rzesza uprawnionych do głosowania jest podzielona na 650 okręgów wyborczych o przeciętnej wielkości 70 tys. osób. Brytyjski system jest więc dość prosty i czytelny - głosowanie większościowe w jednomandatowych okręgach. Każdy okręg wybiera jednego posła, wygrywa ten kto zbierze najwięcej głosów. Nazywa się to popularnie „kto pierwszy na mecie”, albo „zwycięzca bierze wszystko” (first-past-the-post, winner-takes-all). Nie ma żadnych list partyjnych, list krajowych, progów kwalifikacyjnych, skomplikowanych przeliczników...

Bezpośrednim wyborczym skutkiem tego systemu jest dość rażąca nadreprezentacja jednych ugrupowań oraz niedoreprezentowanie innych w relacji do proporcji uzyskanych głosów. Ilustruje to poniższa tabela, którą sporządziłem – na podstawie oficjalnych wyników tegorocznych wyborów - dla sześciu ugrupowań, które zdobyły najwięcej głosów. Dodatkowo wykonałem teoretyczne przeliczenie ile mandatów zdobyłyby te ugrupowanie, gdyby mandaty rozdzielono dokładnie według zasady proporcjonalności. Jest to wyliczenie czysto hipotetyczne, ponieważ systemy wyborcze i systemy partyjne wzajemnie się warunkują. Uważa się, że jednomandatowe okręgi sprzyjają kształtowaniu się systemu dwupartyjnego. Także wyborcy dostosowują sposób głosowania do ordynacji. W ordynacji większościowej wyborcy często głosują taktycznie, np. na „mniejsze zło”, a nie na ugrupowanie, z którym się najbardziej identyfikują, ponieważ obawiają, że to byłby głos zmarnowany.

brytyjskie partie polityczne

Widzimy, że w relacji do podziału głosów pierwsze trzy ugrupowania są nadreprezentowane, a pozostałe niedoreprezentowane. Najbardziej rzuca się w oczy biegunowy kontrast między liczbą głosów potrzebnych do zdobycia jednego mandatu przez partię szkockich separatystów w porównaniu z partią brytyjskich narodowców. Tym pierwszym, w następstwie ich koncentracji na zwartym terenie, wystarczyło niespełna 26 tys. głosów, natomiast ukipowcom (UK Independent Party) w następstwie ich rozproszenia, blisko cztery miliony otrzymanych głosów starczyło do zdobycia zaledwie jednego fotela w Izbie Gmin. Uzyskali 2,7 razy więcej głosów niż Szkoci, ale ten jedyny mandat kosztował ich 150 razy drożej.

Projekt STV

Polacy nie mają specjalnego powodu, aby współczuć partii Nigela Farage'a, niemniej jednak brytyjski system jest pouczający, ale jednocześnie bardzo trudno o jednoznaczne wniosku. Ze względu na złożoność materii nie da się po prostu skopiować brytyjskich rozwiązań. W samej Wielkiej Brytanii wymienione wyżej Towarzystwo Reformy Wyborczej, jak również większość innych projektodawców, optuje na rzecz systemu nazywanego Single Transferable Vote (STV), co na polski bywa tłumaczone jako pojedynczy głos przechodni. Najogólniej polega to na tym, że wyborca dysponując jednym głosem nie głosuje po prostu na jednego kandydata, ale mając na kartce listę kandydatów hierarchizuje ich według swoich preferencji, to jest oznacza, kto z listy jest dla niego nr 1, a kto 2 i kto 3, jeśli przykładowo ordynacja pozwala to uczynić dla trzech kandydatów. Przechodzą kandydaci, którzy otrzymali najwięcej preferencji.

Na zakończenie warto dodać, że analiza systemów wyborczych w świecie wykazuje, że nie widać prostej zależności między systemem wyborczym a jakością demokracji. Na podstawie samego teoretycznego porównania systemów wyborczych, np. Białorusi i Nowej Zelandii, nie da jeszcze ocenić, który z tych krajów jest bardziej demokratyczny. Korzenie demokracji tkwią dużo głębiej, a systemy wyborcze to tylko ich pochodne.

 

Opracowanie: Marian Skwara, England.pl, 25.08.2015

 

 

 

 

Aktualności 

Orientacyjny kurs dla transakcji
powyżej 10 000 GBP

Do Polski5.2900 

Do W. Brytanii5.3290 

Negocjacje możliwe już
od 2000 GBP


Kontakt do Dealera