Przelewy do Polski 5.1300 -1.54% 

Przelewy do Wielkiej Brytanii 5.2690 -1.24% 

Przelewy do Polski 5.1300 -1.54% 

Przelewy do Wielkiej Brytanii 5.2690 -1.24% 

Zerogodzinowe umowy pracy

Zero-hours contracts

Wielu Polaków, może nawet większość, którzy przyjechali do pracy do Wielkiej Brytanii, zaczynało od zerogodzinowych umów pracy. Takie umowy są regułą w agencjach, które zajmują się wynajmowaniem firmom pracowników zależnie od ich czasowego i zmiennego zapotrzebowania. Brytyjski GUS, to jest Office for National Statistics (ONS) opublikował w tym miesiącu dane liczbowe dotyczące tej formy zatrudnienia, która wzbudza sporo kontrowersji, a argumenty zarówno krytyków, jak i obrońców wydają się dość przekonywujące.

Zerogodzinowe umowy pracy, po angielsku zero-hours contracts, to takie umowy, w których pracodawca nie gwarantuje zatrudnionemu minimalnej liczby godzin. Najczęściej, jak to jest w agencjach, pracownik z pewnym wyprzedzeniem, najczęściej tygodniowym, dowiaduje się kiedy i na ile godzin ma się stawić w miejscu pracy. Czasem bywają dłuższe przerwy i pracownik jedynie czeka na telefon.

Przeciwnicy zerogodzinowych umów argumentują, że ostatnia recesja gospodarcza osłabiła stronę pracowniczą. Pozwoliło to pracodawcom zastąpić część stabilnych miejsc pracy bardziej niepewnymi, pozbawionymi zwykłych gwarancji. Nazywane to jest potocznie umowami śmieciowymi, albo prekariatem, parafrazując dawne słowo proletariat. Krytycy podkreślają, że zerogodzinowe umowy są zmuszeni podpisywać ludzie najbardziej upośledzeni na rynku pracy, ci którzy mają niewielkie możliwości negocjacyjne. A więc jest w tej grupie jest więcej młodzieży, kobiet, imigrantów.

Związkowcy o upośledzeniu

Takie umowy najczęściej się spotyka są w takich sektorach jak gastronomia, hotele, turystyka, ochrona zdrowia i opieka społeczna. Poza agencjami, które z samej zasady stosuję umowy zerogodzinowe, prasa wskazała niedawno firmy, w których większość zatrudnionych nie ma zapisanych w umowach minimalnej liczby godzin. Często w praktyce jedynie kierowniczy szkielet jest zatrudnionych na normalnych etatach, a reszta to „zerogodzinowcy”. Taką firma okazała się sieć odzieży sportowej Sports Direct, a także dwie sieci kin, Curzon and Everyman.

Frances O'Grady, sekretarz generalny TUC, największej brytyjskiej centrali związkowej, powiedziała, że „zerogodzinowe umowy to wymarzona rzecz dla pracodawców dążących do obniżenia kosztów, ale dla pracowników to koszmar. Wielu ludzi na zeorogodzinowych umowach nie jest w stanie zaplanować swej przyszłości, ma wielkie trudności z płaceniem rachunków i nie jest w stanie zapewnić swej rodzinie przyzwoitego poziomu życia. Tak zwana elastyczność tych umów jest nadmiernie jednostronna. Pracownicy bez zagwarantowanej płacy mają dużo mniejsze możliwości obrony swych praw, często obawiają się pomijania ich w przydziale dniówek w razie narażenia się bossowi.”

Pracodawcy o elastyczności

Jeśli chodzi o przeciwstawną stronę rynku pracy, to Seamus Nevin, przedstawiciel jednej z organizacji przedsiębiorców o nazwie Institute of Directors, wyraził opinię, że krytyka systemu zerogodzinowych jest przesadzona. Jest bardzo duża grupa ludzi, którym odpowiada elastyczny czas pracy. Powiedział on, że „jednym z powodów stosunkowo niskiego bezrobocia pomimo kryzysu finansowego jest to, że pracodawcy wprowadzili umowy zerogodzinowe zamiast zwolnień z powodów ekonomicznych. Elastyczność to cenna rzecz, a obecna sytuacja działa na korzyść zarówno pracowników, jak i pracodawców.”

Liczby

Urząd statystyczny przedstawił liczby dotyczące zjawiska zerogodzinowych umów. Nie były to całościowe badania, ale jedynie szacunki na podstawie sondaży na wybranych próbach; jedna to 40 tysięcy gospodarstw domowych, a druga to 5000 przedsiębiorstw. Oto wyniki.

Pod koniec ubiegłego roku 801 tysięcy ludzi było zatrudnionych na umowach zerogodzinowych, co stanowiło 2,5% wszystkich zatrudnionych.

Pracują oni przeciętnie prawie 26 godzin tygodniowo, podczas gdy normalnie zatrudnieni prawie 37 godzin.

Z tych pierwszych 37% chciałoby mieć więcej godzin, a z tych drugich tylko 10%.

Wśród zatrudnionych na zerogodzinowych umowach jest nadreprezentacja kobiet, 53%, wśród pozostałych 47% i ludzi młodych (wiek 16-24) 38% do 12%.

W brytyjskiej gospodarce notuje się około 1.7 mln zerogodzinowych umów, co stanowi to około 5 proc. wszystkich umów o pracę. Tego rodzaju umowy stosuje się w co dziesiątej firmie, a stanowi to około 5 proc. wszystkich umów o pracę. Najwięcej w gastronomii, hotelarstwie, turystyce, ochronie zdrowia i opiece społecznej.

Z zestawienia podanych wyżej liczb - 1.7 mln umów i 801 tys.zatrudnionych - wynika, że niektórzy z zatrudnionych podpisali więcej niż jedną taką umowę.

Polakom się podoba

Z perspektywy Polaków, którzy przyjechali za pracą na wyspę, trudno nie dostrzec pozytywnych aspektów zerogodzinowych umów, jeśli je rozpatrywać w szerszym kontekście. Wynika to ze zdroworozsądkowego założenia, że tam, gdzie pracodawca nie ma problemów ze zwalnianiem pracowników z przyczyn ekonomicznych, to drugą stroną medalu jest, że tenże pracodawca nie waha się także przyjmować ludzi, jeśli ich znowu potrzebuje.

Wielu Polaków było po przybyciu zaskoczonych elastycznością brytyjskiego rynku pracy. Nierzadko następnego dnia po przylocie podpisywali umowę, i już po kilku dniach otrzymywali pierwszą tygodniówkę. Pewnie z powodu tej elastyczności praca „na czarno” jest w UK marginesem w odróżnieniu od sporej liczby innych krajów europejskich. W negocjacjach z organami unijnymi rząd Dawida Camerona broni właśnie brytyjskiej elastyczności przed unijnym zbiurokratyzowaniem. Można założyć, że gdyby było inaczej, np. pracodawcy byli zobowiązani do zapewnienia pracownikowi jakiegoś minimum, to na pewno byliby bardziej ostrożni, a większość agencji pracy straciło rację bytu. Wtedy początkującym na brytyjskim rynku pracy Polakom byłoby dużo trudniej.

Należy dodać, że polscy robotnicy nie utrzymaliby się pracując jedynie owe średnie 26 godzin tygodniowo. Pracują z reguły nie mniej niż 40, a często i więcej. Owe statystyczne 26 godzin to wynik wliczenia do tej kategorii dorabiających studentów i innych zainteresowanych krótszym wymiarem pracy.

Taki system jest idealny właśnie dla wszystkich, którzy chcą dorabiać. Np. dla żon, które dołączyły do mężów, ale ze względu na małe dzieci nie mogą sobie pozwolić na pracę w pełnym wymiarze. Dla emerytów, którzy dojechali do dzieci w Anglii i chcieliby nie tylko pomóc w wychowaniu wnuków, ale także dorobić.

Oczywiście taki system zatrudnienia może być dobry na początek, albo dla ludzi właśnie tylko „dorabiających”, ale na dłuższą metę może stać się upośledzeniem i krytycy mają tu wiele racji. Jednakże wyważenie racji między ochroną praw pracowniczych, a zachowaniem elastyczności rynku pracy nie jest sprawą łatwą. Nie ma tu łatwych recept.

 

Opracowanie: Marian Skwara, England.pl, 15.03.2016

 

 

 

 

Aktualności 

Orientacyjny kurs dla transakcji
powyżej 10 000 GBP

Do Polski5.1750 

Do W. Brytanii5.2250 

Negocjacje możliwe już
od 2000 GBP


Kontakt do Dealera