Przelewy do Polski 5.2600 0.19% 

Przelewy do Wielkiej Brytanii 5.3990 0.19% 

Przelewy do Polski 5.2600 0.19% 

Przelewy do Wielkiej Brytanii 5.3990 0.19% 

Jak banki zignorowały lekcję z kryzysu

15 września siedem lat temu wniosek o upadłość złożył istniejący 158 lat bank Lehmann Brothers. Zapewne niewiele osób pamięta gdzie wtedy było, jednak dla „ludzi z branży” jest to znamienna data, porównywalna np. z zamachami na World Trade Center.

Niedawno ukazała się książka dziennikarza Jorisa Luyendijka stanowiąca zbiór osobistych relacji z dnia, który zapoczątkował tzw. kryzys z 2008 roku, który w różny sposób odczuwamy wciąż dzisiaj. I o ile „przeciętni zjadacze chleba” mogli zapomnieć, co robili akurat tego dnia, to bankowcom i maklerom, którzy właśnie są bohaterami owej publikacji, zapadł on w pamięć bardzo głęboko. Czy jednak na tyle, by mentalność branży, która do kryzysu doprowadziła, uległa zmianie?

Katastrofa na miarę apokalipsy

Z relacji finansistów wyłania się przerażający wprost obraz. Dziś aż trudno uwierzyć, jak wielkiej systemowej katastrofy spodziewali się bankowcy po bankructwie jednej z najstarszych instytucji finansowych zachodniej cywilizacji. Nie wątpili oni, że konsekwencje odczuje cały świat, ale co naprawdę może się wydarzyć, tego nie wiedział nikt. Jeden z pracowników londyńskiego City wspomina, że uważał ten dzień za poprzedzający wybuch wojny. Zadzwonił więc do członków rodziny z nakazem by wypłacali tyle pieniędzy, ile to tylko możliwe i robili zapasy żywności. Nie on jeden przedsięwziął tak ekstremalne środki. Inni odbierali dzieci ze szkół i pakowali dobytek, by wyjechać na wieś. Wielu spodziewało się, że zamieszki w miastach będą nieuniknione, a w supermarketach w ciągu kilku dni zabraknie żywności. Powszechnie przelewano pieniądze do „bezpieczniejszych” jednostek i kupowano złoto. Czy ogół społeczeństwa był świadomy tego strachu? Raczej nie. Głównym obrazem, który przewijał się w mediach, był widok sznura pracowników niefortunnego banku, którzy wynosili swój biurowy dobytek z budynku po utracie pracy. Mało kto przypuszczał, że to dopiero początek i że konsekwencje dosięgną tak wiele milionów ludzi na całym świecie. Bo któż z nas, ludzi spoza branży, tak naprawdę wie, jak wielka wirtualna gra toczy się na przykład na Wall Street i jak niewiele potrzeba, by system bankowo-giełdowy uległ poważnemu, o ile nie całkowitemu załamaniu?

„Pływając z rekinami”

Autor „Swimming with sharks”, która ukazała się niedawno nakładem Guardian Faber, przeprowadził w latach 2011-13 wywiady z ponad dwustu pracownikami sektora finansowego z londyńskiego City. Głównym celem jego „dochodzenia” było sprawdzenie, jak po kryzysie zmieniła się kultura panująca w branży, która w dużej mierze do niego doprowadziła. Okazuje się, że nie wszyscy byli równie przerażeni perspektywą „życia po krachu”, lecz bez wątpienia wiedzieli, że efekt domina dosięgnie prawie każdego. Ci, którzy od razu zaalarmowali rodziny, uważali, że zamknięcie megabanku Lehmanów może wręcz spowodować natychmiastowe załamanie nie tylko dobrej koniunktury, ale nawet światowego systemu gospodarczego. Przewidywali oni, że po kilku dniach wypłacanie pieniędzy z banku zostanie wstrzymane, a wtedy zamknięte również zostaną linie kredytowe. W tej sytuacji światowy handel stanie w miejscu, a konsekwencje będą niewyobrażalne. Jeden z managerów wyższego szczebla przypomniał o panującej obecnie „produkcji dokładnie na czas” (ang. just-in-time-production), w wyniku której wielkopowierzchniowe sklepy mają w rzeczywistości bardzo małe zapasy, które wobec braku dostaw stopnieją w ciągu zaledwie kilku dni.

Chciwość jest dobra

Wszystkie powyższe wypowiedzi i prognozy posłużyły autorowi jako punkt wyjścia do sformułowania zasadniczej tezy według której, pomimo doświadczonego szoku, w mentalności ludzi z opisywanej branży niewiele się zmieniło. A jeśli jest nadal tak samo, to sytuacja, tzn. następny kryzys, może się powtórzyć. Przypomina on, że począwszy od lat 80-tych ubiegłego stulecia pozwala się bankom na jednoczenie pod wspólną firmą szeregu usług i typów działalności tworząc w ten sposób wielkie, wszechpotężne molochy. Kapitał niejednego z nich przekracza czasem nie tylko budżet, ale wręcz zasoby mniejszych państw. Nie można się zatem dziwić, że potknięcie tak wpływowej instytucji ma szereg konsekwencji. Po kryzysie 2008 roku tylko po angielsku napisano ponad kilkaset książek i raportów analizujących mechanizmy, które do niego doprowadziły. Każde zachodnie państwo wydało szereg zaleceń oraz zmieniło część przepisów dotyczących bezpieczeństwa w bankowości. Czy jednak same banki, a raczej ludzie którzy nimi rządzą wyciągnęli lekcję z tego co się stało? Na podstawie przeprowadzonych wywiadów Joris Luyendijk twierdzi, że nie. Mówi nawet więcej, problemem dzisiejszych banków jest to, że nie płacą rachunku za ryzyko, które podejmują. I dopóki ich mottem będą słowa Gordona Gekko, bohatera filmu Olivera Stone`a „Wall Street”, które brzmią „Greed is good”, sytuacja z 2008 roku będzie miała szansę się powtórzyć.

 

Opracowanie: Małgorzata Solińska, England.pl, 09.10.2015

 

 

 

 

Aktualności 

Orientacyjny kurs dla transakcji
powyżej 10 000 GBP

Do Polski5.3200 

Do W. Brytanii5.3590 

Negocjacje możliwe już
od 2000 GBP


Kontakt do Dealera